Rozdział VIII - S11 (ostatni)

- Chyba już nic nie da się zrobić - powiedziała ze smutkiem Kamila patrząc na Michała i Klarę. W ciągu dwóch godzin ich stan bardzo się pogorszył. Skóra dzieci przybrała brzydki, siny kolor.
- Na pewno nic? - Eliza schowała twarz w dłoniach. Ewelina troskliwie otoczyła ją ramieniem. Zapanowała cisza.
W tym samym momencie nad statkiem pojawiła się chmura zbudowana z dużej ilości iskier. Przebłyski w kształcie płatków śniegu zlepiły się w dwa "lejki". Zaczęły wirować w powietrzu. Końcówki "lejków" przeniknęły przez statek i dotarły do ciał Michała i Klary. Skóra dzieci odzyskiwała normalny kolor. Michał przetarł oczy i szybko zrzucił z siebie koc. Dziewczyny były tym wszystkim zdziwione, ale też szczęśliwe. Eliza szybko podbiegła do synka i mocno go przytuliła. Ewelina wzięła Klarę na ręce i zaczęła ją kołysać.
- Potrafisz jakoś to wytłumaczyć? - Kamila oparła się o blat biurka.
- Chyba chłopcy pozbyli się naszej "pseudo" królowej. - odparła spokojnie Ewelina i uśmiechnęła się do przyjaciółki.
Tymczasem chłopcy nadal szukali skarbu. Ciągle błądzili, ponieważ mapa znacznie różniła się od stanu faktycznego wyspy. Zrezygnowany Piotrek usiadł na trawie.
- Człowiek się stara, a tu kicha. - westchnął - Wracamy?
- Chyba żartujesz. Jesteśmy prawie na mecie, a ty chcesz się poddać? - Filip się oburzył.
- "Prawie" robi wielką różnicę. Po prostu przyznaj, że się zgubiliśmy.
- Chłopaki, nie wiecie przypadkiem jakie jest nasze dokładne położenie? - Rafał podsunął im pod nosy mapę. Chłopaki tylko wzruszyli ramionami.
- No dobra, zgubiliśmy się. Zadowolony? - Filip zwrócił się do Piotrka.
- Dawaj to, idę się rozejrzeć. - chłopak wyrwał Rafałowi pergamin i poszedł w inną stronę.
- A temu co się stało?
Nikt nie odpowiedział. Po paru minutach spędzonych w ciszy pojawił się Piotrek. Był zadowolony, prawie skakał ze szczęścia.
- Wiem, gdzie musimy iść. Tam - wskazał na południowo-zachodnią część wyspy.
Chłopcy, nauczeni doświadczeniem, niechętnie posłuchali Piotrka. Po półgodzinie wędrówki dotarli do celu.
- Widzicie? Znowu jestem genialny.
Rafał dokładnie określił położenie skarbu, a Janek z Piotrkiem zaczęli kopać. Pięć minut później Filip wyciągnął skrzynię. Kufer był zbudowany z jasnobrązowego drewna, na bokach miał wykute małe płatki śniegu. Filip otworzył wieko. Oczom chłopców ukazały się bogactwa - monety, brylanty, złota biżuteria. Granatowowłosy, po pierwszym wrażeniu ze znalezienia kosztowności, zobaczył piękny naszyjnik z fioletowym oczkiem. Chętnie wziął go do ręki i uważnie obejrzał.
- Dla Elizy? - spytał się ciekawie Rafał. Filip pokiwał głową na potwierdzenie.
- Muszę ją jakoś przeprosić, że bez słowa poszliśmy na "akcje". - roześmiał się.
Janek i Piotrek zamknęli skrzynię i wspólnymi siłami zanieśli na statek. Godzinę później chłopcy szczęśliwie dotarli do Perły Atlantyku. Filip po wejściu na pokład ostrożnie podszedł do Elizy i szeroko się uśmiechnął. W odpowiedzi dostał otwartą dłonią w policzek.
- Czy ty wiesz co ja przeżywałam? - Eliza mówiła z wyrzutem w głosie - O Michasiu też nie pomyślałeś.
Filip wyciągnął z kieszeni naszyjnik i pokazał go dziewczynie. Eliza przyglądnęła się z ciekawością błyskotce.
- Myślisz, że przekupisz mnie naszyjnikiem?
- Tak myślę. - Filipowi nawet powieka nie drgnęła.
- Masz rację. - Eliza wzięła biżuterię i założyła go na szyję.
Tymczasem Rafał szukał Eweliny. Dziewczyna stała obok schodów i razem z Klarą, którą trzymała na rękach, przyglądała się załogantom.
- Znaleźliście skarb, mam nadzieję? - spytała się.
- Za kogo mnie uważasz? - wskazał na Janka i Piotrka, którzy z dumą otworzyli wieko skrzyni. - Po wielu trudnościach udało nam się go znaleźć. - wziął Klarę na ręce i pocałował ją w czoło. - Nie uwierzysz kto załatwił królową. Janek.
- Trzeba by mu się jakoś odwdzięczyć.
- Mam pewien pomysł. Później ci wytłumaczę.
- Możemy w końcu wracać do domu. - Ewelina podeszła do załogantów - Dziękuję wam, chłopcy. Gdyby nie wy, nie wiem jakby się to skoczyło.
- Nie ma sprawy. - Filip położył swoją dłoń na ramieniu siostry - Wracajmy już. Stęskniłem się za domem.
Trzy dni później
W ratuszu na Wyspie Delfina zebrała się większość mieszkańców. Mieli dobrą okazję do świętowania. Rafał, w imieniu załogi swojej i Filipa, postanowił odwdzięczyć się Jankowi w niezwykły sposób. Wszyscy zebrali się w głównej sali ratusza.
Na podeście na dwóch kolanach klęczał Janek. Przed nim stał Rafał wraz ze swoim zastępcą, Leonciem. Trzymał na rękach poduszkę na której leżało małe pudełko. Wódź wyspy podszedł do załoganta, wyciągnął miecz i położył ostrze szpady na jego ramionach.
- Janie Grant, wykazałeś się niezwykłą odwagą podczas ostatniej wyprawy. Dzięki tobie zniknęła klątwa oraz znaleźliśmy cenny skarb. Dlatego postanowiłem przyznać ci najwyższe odznaczenie na naszej wyspie - Order Złotego Delfina. - Rafał schował szpadę, wziął pudełko i wyciągnął z niego order.


Janek wziął głęboki wdech, wstał i pozwolił przypiąć sobie order. Uścisnął dłoń Rafałowi, odwrócił się do mieszkańców i został nagrodzony brawami. Przypuszczał, że w końcu go docenią, ale nie wiedział, że w taki sposób. Był z siebie dumny.
Po tych wszystkich wydarzeniach wszystko wróciło do normy. Statki zaczęły ponownie wypływać w morze. Życie toczyło się dalej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koniec

Rozdzial I

Rozdział XVIII - S7 (ostatni)