Rozdział XVIII - S7 (ostatni)
Espadon kończył swoją ciężką wspinaczkę. Po chwili dotarł do wielkich drewnianych drzwi. Za pomocą szabli zdołał je otworzyć i zobaczył to po co płynął - skarb, pełno skarbu.
Tymczasem Filip ze swoją grupą zastanawiał się co robić dalej. Postanowili ostrożnie przejść obok kryształów. Przez pewien czas to się udawało. Nagle Rafał delikatnie zahaczył o pęd rośliny. Niespodziewanie z góry zaczęły lecieć na grupę ostre kawałki kryształów. Po chwili było po wszystkim, a bezpieczni Filip, Ewelina i Rafał dotarli do kolejnych drzwi. Do otworzenia ich potrzebowali czegoś o dziwnym kształcie
- Może do tego potrzebny jest kryształek? - zapytał nieśmiało Rafał patrząc na odłamki, które chwile wcześniej były śmiercionośnymi pociskami. Wziął jeden z nich i przyłożył do drzwi. Te z wielkim zgrzytem się otworzyły. Oczom młodzieży ukazały się skarby i ... Espadon.
- Czegoś pan szuka? - spytał się Filip - Może pomożemy?
- Nie sądziłem, że dotrwacie. Ale skarbu nie dostaniecie, ja byłem pierwszy. - odparł Pedrito
- A nas jest więcej. Chyba nie zamierzasz podjąć się nierównej walki.
W odpowiedzi Espadon wyciągnął miecz i zmierzał do grupy, która przygotowała się już na ewentualność bójki. Po dłuższym czasie Pedrito uciekł w stronę małego okna i wyskoczył przez nie.
- Uciekł, to menda, - powiedział Rafał - ale przynajmniej skarb zostawił.
- Wracamy do Elizy, zaczynam się o nią martwić. - mówił przejęty Filip.
Nagle z daleka było słychać okrzyki kłótni.
- Zmiana planów. Idziemy sprawdzić co się dzieje.
W tym samym czasie pomiędzy załogantami Aurory i Eldorado narastała kłótnia o oszustwo w pokera. Mimo wielkich prób Tytusowi nie udało się pogodzić towarzyszy.
W ten nadeszli Filip wraz z Ewelką i Rafałem.
- Co się tu wyrabia? Słychać was wszędzie.
- Ale oni oszukują. - jęknął jeden z marynarzy Eldorado.
- Zjeżdżać stąd, natychmiast - Kapitan popatrzył się na Tytusa - Ty też.
- Pomogłem twojej kumpeli, gdy była w niebezpieczeństwie i teraz chcesz, żebym sobie poszedł?
- Słuchaj, to że uratowałeś Dianę spowodowało, że zachowałeś się honorowo, ale teraz ona jest bezpieczna i nie potrzebuje już twojej pomocy.
- Tak się zastanawiałem. Może byś mnie przyjął do swojej załogi? - spytał Tytus.
W odpowiedzi Filip wziął mocny zamach i tak przywalił chłopakowi, że rudy aż upadł.
- To jest moja odpowiedź. - Kapitan Aurory zaczął się znęcać nad swoim wrogiem.
Jednocześnie reszta zastanawiała się co zrobić z Elizą.
- Musimy ją wziąć tam gdzie jest ciepło. - zaproponowała Ewelina - Podobno gdzieś tutaj płynie lawa. Trzeba by spróbować.
Czemu nie? Ewelina razem z chłopakami ze swojej załogi delikatnie przenieśli lodową figurę do sąsiedniej groty z lawą. Po chwili z zimnej skorupy wydostała się Eliza. Trzęsła się z zimna.
- Co tak długo? - Mówiła przy okazji mocno dzwoniąc zębami.
Tymczasem w grocie z nagrodą Espadon zabierał wszystkie kosztowności jakie były.
Szybko zapakował je ze swoją ekipą na statek. Musieli tylko chwile zaczekać na Tytusa i Eldorado odpłynęło w siną dal.
Tymczasem Filip zobaczywszy swoją ukochaną od razu odzyskał dawny zapał. I wtedy przypomniał sobie o skarbie. Po chwili byli przy grocie. Ich zdziwienia nikt nie był w stanie powtórzyć.
- Espadon ... to on ... wykiwał nas - majaczył załamany Filip.
- No cóż, zdarza się - powiedziała Ewelina chcąc pocieszyć brata.
- Wracamy do domu.
Godzinę później Aurora płynęła przez ocean. Filip kierował statkiem spokojnie, jakby zapomniało wcześniejszych wydarzeniach. W ten podeszła do niego Eliza.
- Filip, przepraszam cię. Zrobiłam coś głupiego. Myślałam tylko o sobie, a nie o innych. Przebaczysz mi?
- Oczywiście. - powiedział Filip i pocałował ją w policzek.
Komentarze
Prześlij komentarz