Następnego dnia Na statku nic się nie zmieniło. Eliza ze swoimi załogantami siedziała blisko dziobu okrętu, co nie podobało się Jankowi i Piotrkowi, ponieważ zajęli ich miejsce do swobodnych rozmów na temat wszystkiego. Filip czuł się trochę winny całej sytuacji, ale wmawiał sobie, że nie powiedział nic złego. Muszę to przemyśleć pomyślał. - Słuchaj, - do Filipa podeszła Eliza - przemyślałam to wszystko i myślę, że nie nadaję się na stanowisko drugiego kapitana na twoim statku. W drodze powrotnej podrzuć mnie do Akademii. - Żartujesz? Przecież możemy przeżyć wspólnie jeszcze wiele przygód. - Już nie. Wcześniej można było z tobą normalnie porozmawiać, a teraz ty nic tylko na temat skarbów. Myślisz zbyt materialnie i nie szanujesz załogi. Nawet nie zapytałeś się innych czy chcą płynąć po skarb. - Ja jestem kapitanem i to ja wydaję rozkazy. - Ach, tak? To do widzenia, kapitanie Tryton. - Elka rzuciła swojemu narzeczonemu złowrogie spojrzenie i odeszła. - Co, ...