Rozdział XI - S7

Następnego dnia

Na statku nic się nie zmieniło. Eliza ze swoimi załogantami siedziała blisko dziobu okrętu, co nie podobało się Jankowi i Piotrkowi, ponieważ zajęli ich miejsce do swobodnych rozmów na temat wszystkiego. Filip czuł się trochę winny całej sytuacji, ale wmawiał sobie, że nie powiedział nic złego. Muszę to przemyśleć pomyślał.

- Słuchaj, - do Filipa podeszła Eliza - przemyślałam to wszystko i myślę, że nie nadaję się na stanowisko drugiego kapitana na twoim statku. W drodze powrotnej podrzuć mnie do Akademii. 

- Żartujesz? Przecież możemy przeżyć wspólnie jeszcze wiele przygód.

- Już nie. Wcześniej można było z tobą normalnie porozmawiać, a teraz ty nic tylko na temat skarbów. Myślisz zbyt materialnie i nie szanujesz załogi. Nawet nie zapytałeś się innych czy chcą płynąć po skarb. 

- Ja jestem kapitanem i to ja wydaję rozkazy.

- Ach, tak? To do widzenia, kapitanie Tryton. - Elka rzuciła swojemu narzeczonemu złowrogie spojrzenie i odeszła. 

- Co, Elka cię rzuciła? - spytał się Rafał, który przyglądał się całej sytuacji.

- Jeszcze nie, ale chyba nie dużo brakuje. - odparł Filip

- Jakby co znajdziesz sobie inną. - kapitan popatrzył się na szwagra z wyrzutem - Nie pomogłem?

- Dokładnie. Ja sam muszę to przemyśleć. To wszystko dzieje się tak szybko.

- Ej, chłopaki, chyba coś pod nami płynie. - do chłopców podeszła Ewelka, wyraźnie zaniepokojona. 

- Przestań, znowu masz zwidy.

Nagle z morza wyłoniła się potężna postać. Załoga była tak zdziwiona, że ledwo mogli zauważyć wielki ogon, który rozpryskał wodę w morzu. 

- Co to jest? - spytał się oszołomiony Rafał.

- To terytorium wieloryba. On zwykle nie pozwala nikomu tutaj wpływać, a jeśli się komuś uda, to uderza ogonem o tafle wody tak długo, aż statek się zatopi.

Fale były stopniowo coraz większe. Filip z pomocą Rafała starał się ominąć rybę jak największym łukiem. Byłoby to łatwe zadanie, gdyby nie fakt, że wieloryb zanurzał się pod wodę i niespodziewanie z niej wypływał. Na szczęście się to udało po bardzo długiej chwili.

- No to teraz trzeba będzie posprzątać statek. Kto chętny? Pani kapitan Wichrołap wraz ze swoją załogą mogliby się tym zająć. - Filip ostatnią część zdania wypowiedział na głos w stronę Elizy.

- Nic z tego. Nie po to kończyliśmy Akademię, żeby czyścić pokład. - dziewczyna ze złością odpowiedziała.

- No, dobra. My posprzątamy - Janek i Piotrek ochoczo zgłosili się na ochotnika.

Chłopcy poszli zająć się robotą, a Filip ze smutkiem w oczach poszedł do swojej kajuty. Musiał to wszystko przemyśleć.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koniec

Rozdzial I

Rozdział XVIII - S7 (ostatni)