Rozdział XII - S7
Espadon się nudził. Według niego wszystkie przeszkody jakie minął były mało oryginalne. Potrzebował czegoś ciekawszego. Cieszył go tylko fakt, że mają na swoim pokładzie zakładniczkę.
- Ta mapa przez cały czas nas myliła. - stwierdził Tytus - Nie ma zaznaczonych żadnych przeszkód, a kilka już minęliśmy.
- Racja, ale do mety jeszcze daleko. Coś może się znajdować po drodze.
Nagle Eldorado bardzo mocno się przechyliło, że prawie lewa burta dotykała wody. Po chwili statek powrócił do normalnego stanu.
Zaskoczeni Tytus i Espadon zaczęli rozglądać się po morzu, jednak niczego nie zauważyli.
- Możliwe, że to były kamienie. Przecież samo by się tak nie stało.
Dopiero teraz zauważyli obiekt dziwnego zjawiska. 10 metrów od nich wyłonił się potężny wieloryb.
- O nie. Musimy się ewakuować, bo rozwalimy statek. - powiedział bardzo przerażony Tytus.
- Jeśli chcesz się zrehabilitować to zabieraj się do roboty. - odparł Espadon
Tytus posłusznie złapał ster. Usłyszał od kapitana by skręcił w lewo. Jednak chłopak pierwszo wykonał ruch w prawo, następne w lewo. Pokład statku został zalany przez wodę.
- Co ty robisz, do cholery? Niemożna tobie powierzyć najmniejszego zadania. - Kapitan wpadł w furię
- Źle usłyszałem. - usprawiedliwił się chłopak
- Ta, jasne. Teraz idź to sprzątaj.
- Właśnie, że nie.
- Co takiego? Masz się mnie słuchać. - Espadon splótł ręce na piersiach.
- Nie będę. Mam ciebie dość.
- Będziesz żałować tej decyzji. - Espadon zabrał chłopaka pod pokład i zamknął w celi. - Resztę podróży spędzisz tutaj.
Komentarze
Prześlij komentarz