Rozdział VI - S11

Rafał szybko podszedł do Filipa stojącego z Jankiem i Piotrkiem pod schodami. Blondynowi jedna rzecz się nie podobała.
- Nie widać, żebyś się przejął sytuacją. - powiedział. Bardzo go to zdziwiło.
- To, że nie trzęsę się jak galareta nie oznacza, że się nie martwię. - Filip poprawił sobie włosy - Jest lepszy sposób niż załamywanie rąk.
- Niby jaki?
- Najpierw idziemy pozbyć się królowej, a potem szukamy skarbu. Pójdziemy w czwórkę - ja, Janek, Piotrek i ty.
- Chwileczkę, nie możesz wydawać rozkazów, nie masz władzy nad wszystkimi.
- Pamiętasz, jak się umawialiśmy? Podczas wypraw pierwszy w hierarchii jest kapitan statku, wypływającego, drugą osobą jest kapitan innej załogi, później I oficer statku i tak dalej. W obecnej sytuacji wasz kapitan jest lekko niedysponowany, więc kto teraz jest najważniejszy?
- No dobra. - Rafał ciężko westchnął - To kiedy idziemy?
- Teraz.
Chłopcy szybko się zebrali i poszli unieszkodliwić nowego wroga. Tymczasem sytuacja najmłodszego pokolenia się nie zmieniła. Kamila, oprócz opieki nad Michałem i Klarą, starała się podnieść Ewelinę i Elizę na duchu.
- Dziewczyny, wszystko będzie dobrze. - powiedziała - Musi być dobrze.
- Wiem, ale nie potrafię tak myśleć. Martwię się o niego. - odparła Eliza poprawiając Michałowi koc.
- Spokojnie. - zwróciła się do Eweliny - Co tak cicho siedzisz?
- Nie mam ochoty na rozmowy. - dziewczyna patrzyła z matczyną troską na Klarę, która spała. Jej skóra przybrała jasny kolor.
- Wyjdą z tego. Obiecuję. - Kamila położyła dłoń na ramieniu przyjaciółki.

Parę godzin później
Chłopcy dzielnie brnęli w śniegu. Na ich nieszczęście pałac królowej Elsy znajdował się po drugiej stronie wyspy niż ich zacumowany statek. Ta informacja przerażała tylko Janka.
- Daleko jeszcze? - spytał się znudzonym głosem.
- Jeszcze raz zadasz to pytanie to ci przywalę. - odparł Rafał cedząc przez zęby.
- Rafcio, nie denerwuj się. Trochę się zmęczyłem. Ta baba musi mieć charakter, nie oszaleć przy takiej ilości bieli.
- Możesz przestać? - Piotrek popatrzył się uważnie na kolegę.
- No co? Jak się stresuję to dużo mówię. Próbuję nad tym panować.
W tym samym czasie królowa Elsa wpatrywała się w swoją szklaną kulę. Ponowna obecność intruzów bardzo ją zdenerwowała. Świadomość klątwy nie zmieniła ich planów. Musiała wymyśleć coś innego. Pogrążyła się w myślach i parę sekund później miała nowy plan w głowie. Sięgnęła po swoją różdżkę.
Chłopcy nadal dyskutowali. Zauważyli, że przy rozmowie szybciej ubywa drogi do przebycia. Nagle błękitne niebo zasłoniły ciemne chmury z których zaczął sypać śnieg. Dodatkowo zerwał się silny wiatr. Chłopaki zatrzymali się i próbowali mocniej okryć się płaszczami lub kapturami.
- Co teraz? - spytał się Janek, któremu w tej samej chwili kaptur wywinął się na lewą stronę.
- To sprawka tej cholernej Elsy. - Filip mocował się z połami płaszcza - Musimy uciec przed jej mocą.
- Jesteśmy zbyt daleko od statku.
Rafał rozejrzał się dookoła. Pustka, cholerna pustka.
- Idziemy dalej. Nie możemy stać w jednym miejscu.
Zamieć przybierała na sile, a ekipa dzielnie szukała schronienia. Śnieg całkowicie przywarł do zimowych płaszczy chłopców i przyklejał im się do twarzy i włosów. Niespodziewanie Piotrek w oddali coś zauważył. Chłopaki podeszli bliżej. Ich oczom okazała się jaskinia. Bez żadnych dyskusji weszli do środka. Pieczara była mała, ale za to była zbudowana z grubych skał, które skutecznie chroniły przed zimnem.
- Piotrek, jesteś świetny. - powiedział Rafał nadal nie dowierzając, że znaleźli schronienie.
- Wiem o tym. - Piotrek dumnie się uśmiechnął.
Chłopcy ściągnęli kaptury i otrzepali się ze śniegu. Ciekawie rozejrzeli się dookoła.
- Na szczęście wiatr nie zacina w naszą stronę. Zaczekamy, aż przestanie padać. Królowa myśli, że nas się pozbędzie. - Rafał usiadł na ziemi - Niedoczekanie.
- Patrzcie co znalazłem. - Filip w rękach trzymał ciekawe znalezisko.
- Drewno? Skąd się tu wzięło?
- Nieważne skąd, ważne, że jest. - położył drewno na podłodze i zabrał się do rozpalania ogniska. Chwilę później wnętrze jaskini rozbłysło przyjemnym i ciepłym płomieniem.
- Tutaj magia nas dosięgnie? - Janek nieśmiało wyciągnął ręce w stronę ognia.
- Chyba nie. Ściany są za grube. - oznajmił Filip - Wydaje mi się, że musimy przełożyć mój plan na jutro.
- Też tak sądzę. - powiedział Rafał.
- A co jeśli pojawi się wilk jak dzisiaj rano? - Janek zadawał kolejne pytania. Filip popatrzył się na niego.
- Przypuszczam, że królowa musi mieć jakiś podgląd na całą wyspę. Teraz nas prawdopodobnie nie widzi, więc myśli, że nie żyjemy. Po co by miała wysyłać swoje zwierzątka na umarlaków?
- Właściwie to nie. Można zaryzykować stwierdzenie, że jesteśmy bezpieczni. Słyszałem, jak Diana wczoraj opowiadała o tej wyspie. - Janek wygodnie się rozsiadł - Wyczytała to wszystko z tych swoich książek. Podobno wyspa była zamieszkała kiedyś przez mnóstwo ludzi. Niespodziewanie pojawiła się królowa ze swoim wojskiem. Zagarnęła te tereny, pozbyła się ludzi i zaczęła rządzić. To drewno to chyba pozostałość po dawnej ludności.
- Ta baba jest nienormalna. - stwierdził Piotrek.
- Masz standardowy przykład, co władza robi z człowiekiem. - Filip przygładził włosy.
- Kogoś sugerujesz? - Rafał przyglądnął się kapitanowi Aurory.
- No, szwagier, nie obrażaj się. Za krótko jesteś wodzem, żeby to stwierdzić. - powiedział odważnie Filip. Blondyn w odpowiedzi warknął.
- Nie kłóćcie się. - przerwał Janek - Będziecie się spierać jak wrócimy. Jeśli wrócimy.
- Chyba pójdę spać. - Piotrek popatrzył się w stronę wejścia do groty - Już zapadł zmierzch. Zresztą i tak nie mam nic lepszego do roboty.
- Dobry pomysł. - odparł Filip - Musimy mieć siły na jutro. Królowa Elsa to solidny przeciwnik.
- O tak. - wszyscy westchnęli.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koniec

Rozdzial I

Rozdział XVIII - S7 (ostatni)