Rozdział V - S11

Lodowy potwór obserwował całą grupę od samego początku. Postanowił teraz uderzyć. Głośnym szczeknięciem objawił swoją obecność. Ekipa zatrzymała się i ze zdziwieniem obserwowało monstrum. Był to dużej wielkości wilk, zamiast sierści miał lodowy pancerz, który czynił go jeszcze silniejszym. Zwierzę zaatakowało Szymona. Ugryzło go w nogę i szarpało przez chwilę. Filip wyciągnął pistolet i strzelił do wilka. Monstrum nie zaatakowało ponownie, lecz uciekło. Szymon siedział na śniegu i oglądał swoją nogę z której sączyła się krew.
- W porządku? - spytał się troskliwie Filip.
- Chyba tak. - odparł Szymek - Wrócę na statek.
- Pomożemy ci. - Janek z Piotrkiem podnieśli kolegę i wspólnie poszli w stronę statku.
- A my co? - Filip spytał się siostry, która na twarzy miała wypisane wielkie zdziwienie.
- Idziemy - odparła - Aż jestem ciekawa co będzie dalej.
W tym samym czasie władczyni lodowej wyspy siedziała wpatrzona w szklaną kulę, która umożliwiała jej obserwowanie całego terytorium. Królowa Elsa swoim ubiorem wkomponowała się idealnie w wygląd wyspy - długa suknia z wieloma odcieniami błękitu ozdobiona płatkami śniegu, stalowo-niebieskie włosy upięte w kok, niebieskie oczy i blada skóra. Królowa z niechęcią patrzyła na intruzów, z resztą znała powód ich niezapowiedzianej wizyty.


- Już im pokażę, na co mnie stać. - powiedziała do siebie. Wzięła ze stolika magiczną różdżkę, wypowiedziała formułkę i podniosła różdżkę do góry. Magiczne iskry wzbiły się w powietrze - Ze mną nie tak łatwo wygrać. Mogą być pewni, że spotkanie z wilkiem to najmilsze co może ich tutaj spotkać.
Janek, Piotrek i Szymek dotarli w końcu na statek.
- Co się stało? - spytała się Blanka podbiegając do chłopaków
- Napadł na nas lodowy potwór. - powiedział Szymon - Tylko mnie zranił.
- Trzeba zabandażować ranę. Chodź. - Diana wzięła brata pod rękę.
- A reszta gdzie? - spytała się Blanka
- Poszli dalej. Przypuszczam, że zaraz wrócą.
Droga do skarbu biegła przez dużą grotę. Na każdym kroku znajdowały się ostre skały. Filip nie był zachwycony tą drogą, ale złowrogi wzrok Rafała wystarczył, by granatowowłosy zmienił zdanie. Grupa szła już dłuższą chwilę. Ewelina jako osoba sterująca wyprawą wysunęła się na przód. Szła wpatrzona w kompas oraz mapę i nie zwracała uwagi co się wkoło dzieje. Musieli przechodzić obok skał. Chłopcy starali się omijać przeszkody, a Ewelka nawet na nie nie spojrzała.
- Uważaj. Możesz podnieść głowę z nad tego kompasu? - spytał się Filip, gdy jego siostra zahaczyła o kolejny stalagmit.
Kilka metrów dalej musieli przejść pod stalaktytami. Ewelina, jak zwykle, nawet nie zwróciła na nie uwagi. Niespodziewanie Rafał złapał ją za ramię i przyciągnął do tyłu. W tym samym momencie stalaktyt spadł w miejsce, gdzie sekundę temu stała Ewelka. Przerażona dziewczyna przytuliła się Rafała.
- Mówiłem, żebyś uważała - powiedział z wyrzutem Filip. Ewelina machnęła ręką.
- Wracamy. Dość wrażeń na tę chwilę. - powiedziała. Wszyscy wycofali się z groty.
Parę minut później weszli na pokład statku. Od razu dosięgły ich pytania pozostałych czy dotarli do skarbu. Pani kapitan chciała odpowiedzieć, ale ubiegło ją wołanie Elizy.
- Coś się dzieje z Michałem i Klarą.
Trzy sekundy później Ewelka była u siebie w kajucie i nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Klara była bardzo blada, a w niektórych miejscach sina. Do tego trzęsła się z zimna, mimo, że była ciepło ubrana i przykryta dwoma kocami. Tak samo wyglądał Michał.
- Co się stało? Dlaczego oni tak wyglądają? - powiedziała z przerażeniem w oczach.
- Wydaje mi się, że to lodowa gorączka*. - powiedziała Kamila - Przy zwykłej gorączce temperatura rośnie, a tutaj maleje. Powoduje wyziębienie organizmu i - przełknęła ślinę - śmierć.
- To żart? - spytała się Eliza - Musi być jakieś wyjście.
- Nie ma na to leku. Wydaje mi się, że władczyni wyspy, królowa Elsa, zesłała na nich klątwę.
- Rafał, proszę cię, podaj mi pistolet. - Ewelina zwróciła się do męża.
- A po co ci on? - blondyn bardzo się zdziwił.
- Idę zabić tą "pseudo" królową.
- Ja też. - powiedziała bojowo Eliza.
- Nie przesadzajcie, na pewno nie jest tak źle. - Rafał wziął na ręce Klarę i ją podniósł - Moja córeczka jest silna i da rady. Uśmiechnij się do taty. - w odpowiedzi Klara zrobiła straszny grymas na twarzy.
- To nic nie da. - powiedziała Ewelina. Po jej policzku popłynęła łza.
- Nie płacz, wszystko będzie w porządku. - odparł - Eliza, ty też weź się w garść. Coś wymyślimy.
- Mam nadzieję. - brunetka przetarła kącik oka - Cholera, zachowuję się jak mazgaj.
- No, raczej. - Eliza posłała mu złowrogie spojrzenie.
W tym samym momencie usłyszał nawoływanie Filipa.
--------------------------------------------
*Taka choroba nie istnieje (twórczość biol-chemu nie zna granic :))

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koniec

Rozdzial I

Rozdział XVIII - S7 (ostatni)