Rozdział IV - S11

Było wcześnie rano i Perła Atlantyku w końcu zbliżała się do celu. Filip, pełniący wartę, czuł się bardzo zmęczony. Od północy zajmował się sterem i było mu coraz zimniej co kumulowało senność. Filip poprawił swój płaszcz i zastanowił się, kiedy w końcu dotrą na miejsce. Niespodziewanie chłopak zamknął oczy i tym samym popełnił wielki błąd. Niedługo później statek uderzył w wielką taflę lodu, która szczelnie otaczała wyspę i była jedyną drogą, by się tam dostać. Zderzenie było tak solidne, że wszyscy załoganci zerwali się na równe nogi.
- Co się tu dzieje, do jasnej cholery? - wrzasnęła Ewelka wychodząc ze swojej kajuty. - Nie mogłeś wybrać innego sposobu na pobudkę niż niszczenie mojego statku?
- Przepraszam, przysnąłem - odparł spokojnie Filip. Czuł, że znowu zaczyna bać się własnej siostry. Przez chwilę nawet przemknęły mu przez głowę szkolne lata. - To było niechcący. - Ewelka posłała mu złowrogie spojrzenie. Chłopak nie zareagował, jedynie okrył się połami płaszcza.
- Dopłynęliśmy? Ale przyrąbaliśmy. - odparł Janek, gdy zobaczył statek wbity w przeszkodę.
- Przynajmniej sam nie odpłynie. - powiedział Piotrek z uśmiechem - To co, idziemy? - zwrócił się do reszty.
- Najpierw musimy się doprowadzić do porządku - powiedział Rafał. Na rękach trzymał Klarę, którą cały czas kołysał - Myślę, że za godzinę można wyruszać.
Godzinę później
Ewelina postanowiła wziąć ze sobą Rafała, Filipa, Szymona, Janka i Piotrka. Ostatni z nich wydał się tym bardzo zdziwiony.
- A ja tam po co? - spytał się Piotrek.
- Żebyś pomógł transportować skarb jak go znajdziemy - odpowiedziała smętnie Ewelka. Nie była w zbyt dobrym humorze - Zasuwaj, nie marudź.
Grupa zeszła na taflę. Lód miał z 3 metry grubości, więc można było bez przeszkód po nim chodzić. Nastolatkowie szybko dotarli do stałego lądu i tam ujrzeli kolejną niespodziankę - półmetrowe zaspy śniegu. Grupa westchnęła i zaczęła się powoli przedzierać przez przeszkody i jedyną drogę do skarbu.
Po pewnym czasie dotarli do strefy mniej zaśnieżonej i mogli spokojniej kontynuować poszukiwania. Grupa maszerowała w skupieniu. Na przodzie szli Filip, Ewelina i Rafał, za nimi Szymon, a dziesięć metrów z tyłu podążali Janek i Piotrek od czasu do czasu się zaczepiając. Kapitan Aurory patrzył na nich z wyraźną troską.
- Czemu nie wyrzucisz ich z załogi? - spytał się w pewnym momencie siostry. Ewelka westchnęła.
- To nie takie proste. Gdy wyrzucę chłopaków Kamila wstawi się za Piotrkiem i też odejdzie. A widziałeś kiedykolwiek dwuosobową załogę?
- Faktycznie ciężko - odparł Filip. Taka sytuacja nie przyszła mu do głowy.
Tymczasem chłopcy znowu się zaczepiali. W pewnym momencie Janek stracił cierpliwość.
- Ty się lepiej zachowuj poważniej. To tobie grozi wyrzucenie z załogi - powiedział pokazując palcem kompana.
- Chyba tobie. - odparł Piotrek szturchając Janka w żebro.
- Ja znalazłem mapę. Ciebie powinni wyrzucić. Jak narodziła się Klara to kto z wrażenia wyrzucił armatę za burtę? Marnujesz broń i amunicję, ty głupku. - Ostatnie zdanie wypowiedział bardzo głośno. Grupa się zatrzymała i popatrzyła na chłopców.
- Możecie w końcu przestać? - spytał się lekko zirytowany Rafał - Słychać was wszędzie.
- No i co? Przecież nikt nas nie napadnie. - powiedział spokojnie Piotrek.
W tym samym momencie całą grupę obserwowało pewne stworzenie na szczycie wzgórza.
----------------------
Przepraszam za budowanie napięcia :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koniec

Rozdzial I

Rozdział XVIII - S7 (ostatni)