Rozdział I - S11
Pierwszy rozdział ostatniego sezonu (mam nadzieję, że tego nie zepsuję)
-----------------------------
Od ostatniego zdarzenia minęło prawie półtora roku, ale przez ten czas odbyły się nie mniej interesujące wydarzenia. Miesiąc po narodzinach Michała Filip i Eliza wzięli ślub. Była to uroczystość skromna i przebiegła bez większych problemów. Dla Filipa najbardziej stresującym momentem nie była ceremonia, a spotkanie z teściem, komandorem Wichrołapem, który specjalnie przybył, by uczestniczyć w ślubie jedynego dziecka. Przy okazji komandor wielokrotnie upewniał się, czy młody Tryton jest odpowiedni dla Elizy. Na szczęście Filip ten test zdał. Jak na piratów przystało wesele było suto zakrapiane alkoholem. Nawet Szymek, który zwykle był bardzo spokojny, wypił za dużo. Od tego zakręciło mu się w głowie i porywał do tańca praktycznie każdą kobietę obecną na ślubie. Ogólnie rzecz biorąc, uroczystość się udała.
W grudniu na świat przyszła córka Eweliny i Rafała - Klara, która stała się oczkiem w głowie swoich rodziców, szczególnie swojego ojca. Nawet Ewelka, która nie mogła się pogodzić z ciążą, nie widziała świata poza nią. Z osoby, dla której liczyła się tylko kariera piracka przeistoczyła się w troskliwą matkę. Przez to parę osób miało problem w poznaniu jej. W kwietniu 1714 roku zmarł Rupert i wyspa została bez wodza. W wyniku zarządzonych wyborów na jego następcę wybrano Rafała. Chłopak początkowo był zszokowany całą sytuacją, ale szybko poczuł się na stanowisku jak ryba w wodzie.
Październik, 1714 roku
Na wyspie Delfina zapanował martwy czas. Praktycznie żaden statek piracki nie wypływał. Było spowodowane najczęściej brakiem pomysłu co do wyprawy, bo kapitanowie zdążyli już wszystkie mapy wykorzystać. Wszyscy plątali się po wyspie bez celu.
Rafał jak zwykle wracał z pracy. Cała sytuacja też zaczęła go denerwować. On, wódz, nie mógł z tym nic zrobić. Przecież to nie do pomyślenia. Chłopaka w domu przywitała sielanka. Dwie kobiety jego życia czekały na niego z niecierpliwością. Rafał pocałował Ewelinę w policzek, przytulił Klarę spożywającą posiłek i zasiadł do stołu.
- Jak było? - spytała się Ewelka podając mu obiad - rybę z warzywami.
- W porządku, jak zwykle.
- Nie szykuje się przypadkiem żadna wojna?- popatrzyła na niego z nadzieją.
- Nudzi ci się? - popatrzył się na żonę badawczo.
- Troszeczkę. - Ewelina wzruszyła ramionami i zwróciła się do Klary, która zaczęła bawić się jedzeniem - Hej, tak nie robimy. Uspokój się. - Dziewczyna wróciła do rozmowy z mężem - Mogłoby się wydarzyć coś niespodziewanego. - odparła znudzonym głosem.
- Co masz na myśli? - spytał się ciekawie Rafał jedząc kolejną porcję ryby.
- Ktoś od nas mógłby znaleźć jakąś mapę, czy coś.
- Właściwie to kto ci broni płynąć nawet w celach krajoznawczych? Jesteś w końcu kapitanem.
- Sama mam płynąć? - Ewelina westchnęła - Zresztą wiesz co się teraz u nas w załodze wyprawia.
- Fakt. Zobaczysz, jeszcze coś się wymyśli, kapitanie.
- Tak myślę, wodzu. - uśmiechnęli się do siebie i popatrzyli się z rozbawieniem na Klarę, która znowu zaczęła się bawić jedzeniem.
----------------------------
"Sprzątanie zostało wymyślone przez nudzącą się osobę". Tak brzmiały pierwsze słowa Janka, gdy wyszedł na strych. Stare klamoty, jeszcze z czasów nie żyjącej już babci Anastazji (zmarła prawie 5 lat temu), aż prosiły się o posprzątanie. Jankowi bałagan nie przeszkadzał dopóki coś nie zaczęło niszczyć sufitu domu, więc musiał zabrać się do roboty. Przez pierwsze pół godziny tylko narzekał. W międzyczasie znalazł dużo interesujących rzeczy - od starego zestawu wędkarskiego dziadka do całkiem nowego zestawu ... kul armatnich.
- Trzeba będzie to przekazać załodze, może w końcu zaczną mnie dostrzegać jako dojrzałego pirata.
Janek rozejrzał się ciekawie dookoła. Mimo, że narobił jeszcze większego bałaganu, zaczęło mu się tu podobać. Wzdłuż ściany postawione były kartony. Chłopak wypatrzył w środku kolejną porcję amunicji. Nie zwarzając na niebezpieczeństwo szybkim ruchem wyciągnął karton i jeszcze szybciej pospadały na niego pozostałe pudła. Janek poczuł zawrót głowy. Nagle zauważył zawiniątko papieru. Podszedł do niego bliżej i nie mógł uwierzyć własnym oczom. To była mapa, do tego bardzo wyraźna. Chłopak przez chwilę zastanawiał się co z tym zrobić. Postanowił pójść z tym do Eweliny, bo dzisiaj miało się odbyć zebranie załogi. Ale się wszyscy zdziwią. Lecz najpierw trzeba ten syf ogarąć.
---------------------
Dwie godziny później w domu Morganów rozpoczęło się zebranie załogi. Byli wszyscy oprócz Janka, co strasznie denerwowało Rafała. Jednak nie tylko to było najgorsze. Świeżo upieczeni małżonkowie, czyli Kamila i Piotrek, też robili mu na złość, bo przestali interesować się załogą. Do tego Piotrek ciągle szeptał swojej żonie sprośne teksty. Cały Piotrek. Rafał powoli zaczął się niecierpliwić nieobecnością załoganta.
- Czy Janek chociaż raz nie może się postarać i być punktualnie?
- Wygląda na to, że nie. - powiedziała zadowolona Kamila. Obok niej siedział Piotrek, który ciągle ją obejmował.
- Nadal nie mogę wyjść z podziwu, że wyszłaś za mąż za takiego pacana. - Rafał aż złapał się za głowę - Niebyło nikogo lepszego?
- Nie. I tej wersji się trzymajmy. - odparła szybko Kamila.
W tym samym momencie do salonu przyszła Ewelka. Stwierdziła, że żarliwe dyskusje (podczas których zdarzały się kłótnie) nie są odpowiednie dla Klary, więc postanowiła ją położyć wcześniej spać.
- I jak? Zasnęła? - spytał się blondyn.
- Bez problemu. - odparła Ewelina kładąc ręce na biodrach - To co, zaczynamy?
- Nie ma Janka.
- Trudno, jego problem.
- Po co to zebranie? - spytał się Piotrek nie odrywając wzroku od Kamili.
- Musimy się zastanowić nad kolejną wyprawą. - powiedział szybko Rafał, niezwarzając na złowrogie spojrzenie kapitana - Siedzimy tu na prawdę za długo i nikt nie chciałby, żeby z nas zrobiły się szczury lądowe. Zresztą ... Możesz wreszcie przestać? - powiedział lekko wnerwiony tracąc już cierpliwość. - Musicie się ciągle obmacywać?
- Co ci do tego? - spytał się obojętnie Piotrek.
- Piotrek, uważaj, bo zaraz cię stąd wyrzucę.
- Przecież nie jesteś kapitanem i nie masz takiego prawa.
- Ja rozumiem, że jesteście dwa miesiące po ślubie i jeszcze nie możecie w to uwierzyć. Jednak przy Rafale zachowujcie się jak dawniej. Jego to peszy. - odparła Ewelka smiejąc się pod nosem. Lubiała się z nim droczyć.
- Powiedział co wiedziała. - powiedział Rafał. Chyba wszyscy chcą go dzisiaj zdenerwować. Nagle usłyszał pukanie do drzwi - Otworzę.
W drzwiach stał zdyszany Janek. Szybko wszedł do środka i przywitał się ze wszystkimi.
- Później się nie dało? - spytała się pani Kapitan.
- Mam wytłumaczenie. Znalazłem mapę. - Janek pokazał jej mapę. Oczy Ewelki aż się zaświeciły.
- Widać moje prośby zostały wysłuchane. - Wzięła mapę do ręki i zaczęła ją uważnie studiować - Skąd ją masz?
- Znalazłem na strychu.
- No, postarałeś się. - powiedział z uznaniem I oficer - Co powiecie na to, żeby płynąć po skarb?
- Ja jestem gotowy cały czas. - Piotrek wstał z sofy i zasalutował wywołując u Janka niepohamowany wybuch śmiechu.
- Mapa chyba prowadzi do Isla de Hielo. Sami nie damy rady.
- Jutro pójdę zapytać się Filipa czy nie popłynęliby z nami. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to wypływamy pojutrze. To co? Omawiamy szczegóły, kapitanie?
-----------------------------
Od ostatniego zdarzenia minęło prawie półtora roku, ale przez ten czas odbyły się nie mniej interesujące wydarzenia. Miesiąc po narodzinach Michała Filip i Eliza wzięli ślub. Była to uroczystość skromna i przebiegła bez większych problemów. Dla Filipa najbardziej stresującym momentem nie była ceremonia, a spotkanie z teściem, komandorem Wichrołapem, który specjalnie przybył, by uczestniczyć w ślubie jedynego dziecka. Przy okazji komandor wielokrotnie upewniał się, czy młody Tryton jest odpowiedni dla Elizy. Na szczęście Filip ten test zdał. Jak na piratów przystało wesele było suto zakrapiane alkoholem. Nawet Szymek, który zwykle był bardzo spokojny, wypił za dużo. Od tego zakręciło mu się w głowie i porywał do tańca praktycznie każdą kobietę obecną na ślubie. Ogólnie rzecz biorąc, uroczystość się udała.
W grudniu na świat przyszła córka Eweliny i Rafała - Klara, która stała się oczkiem w głowie swoich rodziców, szczególnie swojego ojca. Nawet Ewelka, która nie mogła się pogodzić z ciążą, nie widziała świata poza nią. Z osoby, dla której liczyła się tylko kariera piracka przeistoczyła się w troskliwą matkę. Przez to parę osób miało problem w poznaniu jej. W kwietniu 1714 roku zmarł Rupert i wyspa została bez wodza. W wyniku zarządzonych wyborów na jego następcę wybrano Rafała. Chłopak początkowo był zszokowany całą sytuacją, ale szybko poczuł się na stanowisku jak ryba w wodzie.
Październik, 1714 roku
Na wyspie Delfina zapanował martwy czas. Praktycznie żaden statek piracki nie wypływał. Było spowodowane najczęściej brakiem pomysłu co do wyprawy, bo kapitanowie zdążyli już wszystkie mapy wykorzystać. Wszyscy plątali się po wyspie bez celu.
Rafał jak zwykle wracał z pracy. Cała sytuacja też zaczęła go denerwować. On, wódz, nie mógł z tym nic zrobić. Przecież to nie do pomyślenia. Chłopaka w domu przywitała sielanka. Dwie kobiety jego życia czekały na niego z niecierpliwością. Rafał pocałował Ewelinę w policzek, przytulił Klarę spożywającą posiłek i zasiadł do stołu.
- Jak było? - spytała się Ewelka podając mu obiad - rybę z warzywami.
- W porządku, jak zwykle.
- Nie szykuje się przypadkiem żadna wojna?- popatrzyła na niego z nadzieją.
- Nudzi ci się? - popatrzył się na żonę badawczo.
- Troszeczkę. - Ewelina wzruszyła ramionami i zwróciła się do Klary, która zaczęła bawić się jedzeniem - Hej, tak nie robimy. Uspokój się. - Dziewczyna wróciła do rozmowy z mężem - Mogłoby się wydarzyć coś niespodziewanego. - odparła znudzonym głosem.
- Co masz na myśli? - spytał się ciekawie Rafał jedząc kolejną porcję ryby.
- Ktoś od nas mógłby znaleźć jakąś mapę, czy coś.
- Właściwie to kto ci broni płynąć nawet w celach krajoznawczych? Jesteś w końcu kapitanem.
- Sama mam płynąć? - Ewelina westchnęła - Zresztą wiesz co się teraz u nas w załodze wyprawia.
- Fakt. Zobaczysz, jeszcze coś się wymyśli, kapitanie.
- Tak myślę, wodzu. - uśmiechnęli się do siebie i popatrzyli się z rozbawieniem na Klarę, która znowu zaczęła się bawić jedzeniem.
----------------------------
"Sprzątanie zostało wymyślone przez nudzącą się osobę". Tak brzmiały pierwsze słowa Janka, gdy wyszedł na strych. Stare klamoty, jeszcze z czasów nie żyjącej już babci Anastazji (zmarła prawie 5 lat temu), aż prosiły się o posprzątanie. Jankowi bałagan nie przeszkadzał dopóki coś nie zaczęło niszczyć sufitu domu, więc musiał zabrać się do roboty. Przez pierwsze pół godziny tylko narzekał. W międzyczasie znalazł dużo interesujących rzeczy - od starego zestawu wędkarskiego dziadka do całkiem nowego zestawu ... kul armatnich.
- Trzeba będzie to przekazać załodze, może w końcu zaczną mnie dostrzegać jako dojrzałego pirata.
Janek rozejrzał się ciekawie dookoła. Mimo, że narobił jeszcze większego bałaganu, zaczęło mu się tu podobać. Wzdłuż ściany postawione były kartony. Chłopak wypatrzył w środku kolejną porcję amunicji. Nie zwarzając na niebezpieczeństwo szybkim ruchem wyciągnął karton i jeszcze szybciej pospadały na niego pozostałe pudła. Janek poczuł zawrót głowy. Nagle zauważył zawiniątko papieru. Podszedł do niego bliżej i nie mógł uwierzyć własnym oczom. To była mapa, do tego bardzo wyraźna. Chłopak przez chwilę zastanawiał się co z tym zrobić. Postanowił pójść z tym do Eweliny, bo dzisiaj miało się odbyć zebranie załogi. Ale się wszyscy zdziwią. Lecz najpierw trzeba ten syf ogarąć.
---------------------
Dwie godziny później w domu Morganów rozpoczęło się zebranie załogi. Byli wszyscy oprócz Janka, co strasznie denerwowało Rafała. Jednak nie tylko to było najgorsze. Świeżo upieczeni małżonkowie, czyli Kamila i Piotrek, też robili mu na złość, bo przestali interesować się załogą. Do tego Piotrek ciągle szeptał swojej żonie sprośne teksty. Cały Piotrek. Rafał powoli zaczął się niecierpliwić nieobecnością załoganta.
- Czy Janek chociaż raz nie może się postarać i być punktualnie?
- Wygląda na to, że nie. - powiedziała zadowolona Kamila. Obok niej siedział Piotrek, który ciągle ją obejmował.
- Nadal nie mogę wyjść z podziwu, że wyszłaś za mąż za takiego pacana. - Rafał aż złapał się za głowę - Niebyło nikogo lepszego?
- Nie. I tej wersji się trzymajmy. - odparła szybko Kamila.
W tym samym momencie do salonu przyszła Ewelka. Stwierdziła, że żarliwe dyskusje (podczas których zdarzały się kłótnie) nie są odpowiednie dla Klary, więc postanowiła ją położyć wcześniej spać.
- I jak? Zasnęła? - spytał się blondyn.
- Bez problemu. - odparła Ewelina kładąc ręce na biodrach - To co, zaczynamy?
- Nie ma Janka.
- Trudno, jego problem.
- Po co to zebranie? - spytał się Piotrek nie odrywając wzroku od Kamili.
- Musimy się zastanowić nad kolejną wyprawą. - powiedział szybko Rafał, niezwarzając na złowrogie spojrzenie kapitana - Siedzimy tu na prawdę za długo i nikt nie chciałby, żeby z nas zrobiły się szczury lądowe. Zresztą ... Możesz wreszcie przestać? - powiedział lekko wnerwiony tracąc już cierpliwość. - Musicie się ciągle obmacywać?
- Co ci do tego? - spytał się obojętnie Piotrek.
- Piotrek, uważaj, bo zaraz cię stąd wyrzucę.
- Przecież nie jesteś kapitanem i nie masz takiego prawa.
- Ja rozumiem, że jesteście dwa miesiące po ślubie i jeszcze nie możecie w to uwierzyć. Jednak przy Rafale zachowujcie się jak dawniej. Jego to peszy. - odparła Ewelka smiejąc się pod nosem. Lubiała się z nim droczyć.
- Powiedział co wiedziała. - powiedział Rafał. Chyba wszyscy chcą go dzisiaj zdenerwować. Nagle usłyszał pukanie do drzwi - Otworzę.
W drzwiach stał zdyszany Janek. Szybko wszedł do środka i przywitał się ze wszystkimi.
- Później się nie dało? - spytała się pani Kapitan.
- Mam wytłumaczenie. Znalazłem mapę. - Janek pokazał jej mapę. Oczy Ewelki aż się zaświeciły.
- Widać moje prośby zostały wysłuchane. - Wzięła mapę do ręki i zaczęła ją uważnie studiować - Skąd ją masz?
- Znalazłem na strychu.
- No, postarałeś się. - powiedział z uznaniem I oficer - Co powiecie na to, żeby płynąć po skarb?
- Ja jestem gotowy cały czas. - Piotrek wstał z sofy i zasalutował wywołując u Janka niepohamowany wybuch śmiechu.
- Mapa chyba prowadzi do Isla de Hielo. Sami nie damy rady.
- Jutro pójdę zapytać się Filipa czy nie popłynęliby z nami. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to wypływamy pojutrze. To co? Omawiamy szczegóły, kapitanie?
Komentarze
Prześlij komentarz