Rozdział V - S10
Na parterze w domu Rafała i Eweliny zapanował ruch i gwar. W salonie znajdowały się dwie załogi, które prowadziły zaciekłą dyskusję, aż do momentu pojawienia się Ruperta.
- Słuchajcie, wasi kapitanowie zostali porwani. Musimy płynąć ich odzyskać.
- Wiadomo kto to zrobił? - zainteresowała się Blanka.
- Espadon. Niech no go dorwę. - Rafał cały czas zastanawiał się nad tym, co zrobi Espadonowi, gdy w końcu wpadnie w jego ręce. Rupert zaczynał się tym irytować.
- Idź się napić rumu.
- Nie mogę. Ewelka mi zabroniła. - odparł ponuro Rafał. Eliza popatrzyła się na niego z ciekawością.
- Ciekawe dlaczego dopiero teraz? - Rupert posłał jej zimne spojrzenie. Dziewczyna zaczęła się cicho śmiać - Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać.
- Ja tobie ten zakaz cofam. Masz się uspokoić. - Rupert zwrócił się do Rafała.
Chłopak szybkim krokiem poszedł do kuchni, która była połączona z salonem. Wyciągnął z kredensu butelkę rumu, nalał sobie kulturalnie do szklanki. Po opróżnieniu połowy butelki ogarnął się i na dołączył do grupy.
- To co wiemy o porwaniu? - spytała się Diana.
- Espadon domaga się zwrotu jakiejś "pożyczki", ale pan mówił, że to nie prawda. - Eliza zwróciła się do Ruperta.
- Nie. Przypomniałem sobie. W 1705 roku trwała tutaj wojna. W pewnym momencie, dla nas bardzo istotnym, zabrakło nam pieniędzy. Emil, znaczy mój syn, zorganizował skrzynię złota. Dzięki niej zdołaliśmy się przygotować. Próbowałem się dowiedzieć od Emila skąd ma to złoto. Niestety, tego samego dnia poległ w bitwie.
- Domaganie się zwrotu pożyczki po ośmiu latach jest nieetyczne, nieprawdaż? - odparła cicho Kamila.
- Czy Espadon kiedykolwiek postępował etycznie? - Rupertowi odpowiedziała cisza. - No właśnie. Posłuchajcie, musimy ustalić plan działania.
- Właściwie to my coś mamy. - Diana nieśmiało podała Trytonowi szkice - Oto plan napadu na kryjówkę Espadona.
- Sami to zrobiliście? Imponujące. - Rupert uważnie przestudiował plany. - Wystarczy trochę go przerobić.
- No to płyniemy. - odparła bojowo Eliza kierując się do drzwi.
- A ty gdzie? Skoro postanowiłaś już urodzić, wolałbym, żeby to się odbyło na wyspie, a nie podczas wyprawy.
- Nie ma się mną nikt opiekować. Tutejsza opieka medyczna się do niczego nie nadaje.
- Kamila, ty podobno przez cztery lata kształciłaś się w dziedzinie medycyny.
- Tak, mam pełne kwalifikacje. - dziewczyna dumnie się uśmiechnęła.
- Bardzo cię przepraszam, że nie weźmiesz udziału w tej wyprawie, ale zaopiekujesz się Elizą.
- O. nie. Nie ma mowy. - Eliza splotła dłonie na piersiach.
- Eliza, albo zostajesz na wyspie albo wynosisz się z życia Filipa na zawsze.
- To jest szantaż.
- Możliwe.
- W porządku. - Eliza ciężko westchnęła.
- Prawidłowo. - Rupert zwrócił się do reszty - Ruszamy w drogę.
Tymczasem w kryjówce Espadona
- Nie rozumiem, po co nas tutaj ściągnąłeś? - spytała się Ewelka. Nie podobało jej się to spotkanie.
- Wasz ojciec pożyczył ode mnie złoto i go nie oddał.
- Nasz ojciec nie zadawał się z taką szumowiną jak ty. - powiedział ostro Filip.
Espadon skinął na swojego wspólnika. Ten uderzył Filipa metalowym prętem w brzuch. Chłopak stęknął i prawie udpadł na ziemie. Ewelina pomogła mu wstać
- Nic wam nie zrobię, chyba, że nie będziecie się mnie słuchać. Jesteście tu po to, żeby Rupert się pofatygował. - Pedrito zwrócił się do podwładnych - Zaprowadzić ich do celi.
Filip i Ewelina zostali zakuci w kajdany i zaprowadzeni do celi. Do Espadona podszedł jego wspólnik, który z ciekawością przyglądał się sytuacji.
- Jak myślisz? Przypłynie?
- Musi. Przecież wie, co zrobię jego wnukom. Postaraj się, żeby nie przypłynęli na czas.
- Słuchajcie, wasi kapitanowie zostali porwani. Musimy płynąć ich odzyskać.
- Wiadomo kto to zrobił? - zainteresowała się Blanka.
- Espadon. Niech no go dorwę. - Rafał cały czas zastanawiał się nad tym, co zrobi Espadonowi, gdy w końcu wpadnie w jego ręce. Rupert zaczynał się tym irytować.
- Idź się napić rumu.
- Nie mogę. Ewelka mi zabroniła. - odparł ponuro Rafał. Eliza popatrzyła się na niego z ciekawością.
- Ciekawe dlaczego dopiero teraz? - Rupert posłał jej zimne spojrzenie. Dziewczyna zaczęła się cicho śmiać - Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać.
- Ja tobie ten zakaz cofam. Masz się uspokoić. - Rupert zwrócił się do Rafała.
Chłopak szybkim krokiem poszedł do kuchni, która była połączona z salonem. Wyciągnął z kredensu butelkę rumu, nalał sobie kulturalnie do szklanki. Po opróżnieniu połowy butelki ogarnął się i na dołączył do grupy.
- To co wiemy o porwaniu? - spytała się Diana.
- Espadon domaga się zwrotu jakiejś "pożyczki", ale pan mówił, że to nie prawda. - Eliza zwróciła się do Ruperta.
- Nie. Przypomniałem sobie. W 1705 roku trwała tutaj wojna. W pewnym momencie, dla nas bardzo istotnym, zabrakło nam pieniędzy. Emil, znaczy mój syn, zorganizował skrzynię złota. Dzięki niej zdołaliśmy się przygotować. Próbowałem się dowiedzieć od Emila skąd ma to złoto. Niestety, tego samego dnia poległ w bitwie.
- Domaganie się zwrotu pożyczki po ośmiu latach jest nieetyczne, nieprawdaż? - odparła cicho Kamila.
- Czy Espadon kiedykolwiek postępował etycznie? - Rupertowi odpowiedziała cisza. - No właśnie. Posłuchajcie, musimy ustalić plan działania.
- Właściwie to my coś mamy. - Diana nieśmiało podała Trytonowi szkice - Oto plan napadu na kryjówkę Espadona.
- Sami to zrobiliście? Imponujące. - Rupert uważnie przestudiował plany. - Wystarczy trochę go przerobić.
- No to płyniemy. - odparła bojowo Eliza kierując się do drzwi.
- A ty gdzie? Skoro postanowiłaś już urodzić, wolałbym, żeby to się odbyło na wyspie, a nie podczas wyprawy.
- Nie ma się mną nikt opiekować. Tutejsza opieka medyczna się do niczego nie nadaje.
- Kamila, ty podobno przez cztery lata kształciłaś się w dziedzinie medycyny.
- Tak, mam pełne kwalifikacje. - dziewczyna dumnie się uśmiechnęła.
- Bardzo cię przepraszam, że nie weźmiesz udziału w tej wyprawie, ale zaopiekujesz się Elizą.
- O. nie. Nie ma mowy. - Eliza splotła dłonie na piersiach.
- Eliza, albo zostajesz na wyspie albo wynosisz się z życia Filipa na zawsze.
- To jest szantaż.
- Możliwe.
- W porządku. - Eliza ciężko westchnęła.
- Prawidłowo. - Rupert zwrócił się do reszty - Ruszamy w drogę.
Tymczasem w kryjówce Espadona
- Nie rozumiem, po co nas tutaj ściągnąłeś? - spytała się Ewelka. Nie podobało jej się to spotkanie.
- Wasz ojciec pożyczył ode mnie złoto i go nie oddał.
- Nasz ojciec nie zadawał się z taką szumowiną jak ty. - powiedział ostro Filip.
Espadon skinął na swojego wspólnika. Ten uderzył Filipa metalowym prętem w brzuch. Chłopak stęknął i prawie udpadł na ziemie. Ewelina pomogła mu wstać
- Nic wam nie zrobię, chyba, że nie będziecie się mnie słuchać. Jesteście tu po to, żeby Rupert się pofatygował. - Pedrito zwrócił się do podwładnych - Zaprowadzić ich do celi.
Filip i Ewelina zostali zakuci w kajdany i zaprowadzeni do celi. Do Espadona podszedł jego wspólnik, który z ciekawością przyglądał się sytuacji.
- Jak myślisz? Przypłynie?
- Musi. Przecież wie, co zrobię jego wnukom. Postaraj się, żeby nie przypłynęli na czas.
Komentarze
Prześlij komentarz