Rozdział II - S10

Filip wraz z Elizą szli wolno. Dziewczyna spuściła głowę, nie chciała, żeby ktoś widział jej stan. Niespodziewanie z przeciwka pojawiła się Ewelka, która kierowała się na swój statek. Na widok Elizy przystanęła.
- Eliza? Wróciłaś? - Ewelina była bardzo zaskoczona. Uważniej przyjrzała się dziewczynie - Ty jesteś ...? - Eliza kiwnęła głową, a Ewelka zwróciła się do brata - To się nasz dziadek ucieszy.
- Proszę cię, nie podnoś mi już ciśnienia. - odparł Filip.
- Chyba sobie pozwalacie na zbyt dużo.
- Na twoim miejscu pilnowałabym Rafała. Nie wiadomo czego się po takim spodziewać. - powiedziała Eliza. Ewelina wzruszyła ramionami.
- Rafał w stanie nietrzeźwości jest bardziej przewidywalny niż Filip po trzeźwemu. To ja idę.
- Czemu mnie to spotyka? - Filip zaczął mówić do siebie - Zresztą nieważne, chodź.

Tymczasem w kryjówce Espadona
Pedrito przeglądał papiery w swoim gabinecie. Nagle natrafił na coś, co go zainteresowało. Udał się do Tytusa, który w pomieszczeniu obok układał pasjansa.
- Znalazłem pewne nieprawidłowości. - Espadon usiadł przy stole obok wspólnika - Pewien wybitny pirat pożyczył ode mnie skrzynię złota i jej nie oddał.
- A o kim mowa? - spytał się Tytus nie odrywając wzroku od kart.
- To ojciec twojego największego wroga.
- Nie, przecież to niemożliwe. - Rudy popatrzył się na Espadona ze zdziwieniem. Twarz Pedrita była bardzo poważna - Tryton? Zadający się z takimi piratami? To co robimy?
- Zwołaj resztę, chyba mam plan.

Wyspa Delfina
- Słuchajcie, musicie o czymś wiedzieć. - powiedział Filip do swoich towarzyszy, gdy w końcu do nich przyszedł. Obok niego pojawiła się jego narzeczona.
- Eliza... - szepnęła Blanka. Między załogantami zapanował gwar.
- Tak, to jest to o czym myślicie. - odparła brunetka.
- Nie będzie tak. Siedzimy nad planem trzy miesiące. Cicho - krzyknęła Diana, gdy Filip chciał coś powiedzieć. Miała dość - Poświęcamy swój czas, rzetelnie wszystko ustalamy, a tu nagle wraca Eliza i się okazuje, że żadnej wyprawy nie będzie. - zwróciła się do Blanki i Szymona - Chodźcie, idziemy do konkurencji. Oni nikogo do wiatru nie wystawiają. - Grupa wyszła z pomieszczenia. Filip oparł ręce na stole.
- Czyli gdzie idą? - spytała się Eliza po chwili milczenia.
- Do pani kapitan Morgan. Jak oni tak zareagowali, to nie wiem co będzie jak powiem o tym dziadkowi.
- Może ja pójdę. Mnie bardzo nie ochrzani, bo na pewno wie, że nie mogę się denerwować.
- Nie. Ja to załatwię. - Filip położył dłonie na ramionach Elizy - Czuję się odpowiedzialny za tą sytaucję.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koniec

Rozdzial I

Rozdział XVIII - S7 (ostatni)