Rozdział IX - S9 (ostatni)
Chłopcy otworzyli drzwi celi i z poważnymi minami wyciągnęli stamtąd przerażoną Elizę.
- Puśćcie mnie, wy patałachy. - powiedziała ciągle się szarpiąc.
- Elka, to my. - Janek popatrzył się badawczo na dziewczynę.
- Janek? - Chłopak ją uciszył - Co wy tu robicie?
- Ratujemy cię.
- W ten sposób?
- To nie nasz plan, więc nie miej pretensji. Słuchajcie, teraz idziemy tak, żeby się nikt nie zorientował.
Chłopcy prowadzili dziewczynę na główny plac. Janek i Piotrek sprawdzali się w roli wartowników doskonale. Jeszcze nic nie nawalili. Na trybunach pojawiło się mnóstwo ludzi. Widać, tutaj jedyną rozrywką było oglądanie wykonywanych kar śmierci. W centralnym miejscu placu znajdował się stos drewna i pal do którego przywiązywano ofiarę. Widząc to, Eliza jeszcze bardziej się przeraziła.
- O nie. - odparł Janek.
- Co jest? - spytała się Eliza. Była blada jak śnieg.
- Gdzie oni są?
- To niemożliwe, żeby ktoś inny niż my nawalił. - Piotrek się zdziwił.
- O czym wy mówicie?
- Tu jest nasz więzień. Chodź bliżej. - Do grupy podszedł żołnierz i siłą odciągnął dziewczynę.
Eliza zaczęła krzyczeć jeszcze bardziej. Natomiast Janek z Piotrkiem stali zmartwieni. Jak mogli poplątać plan? Tymczasem Eliza została zaprowadzona w miejsce koło stosu. Było już jej wszystko jedno. Nagle przed oczami wszystkich przemknęła postać. Trzymała się liny i szybkim ruchem porwała Elizę. Dziewczyna wytrzeszczyła oczy. Początkowo nie poznała osoby, lecz sekundę później ...
- Filip, to ty?
- Jak widać. - Para zatrzymała się na dachu najbliższej wieży.
- Dziękuje za uprzejme zaopiekowanie się moją narzeczoną, ale niestety musimy was już opuścić. - Filip zwrócił się do Elizy - Trzymaj się. - Chłopak mocno się odepchnął i sekundę później znajdowali się w powietrzu.
- Łapać ich. - krzyczał Król - Nie mogą uciec.
Filip z Elizą wylądowali na trawie obok szalupy. Czekali tam już Janek i Piotrek. Grupa szybko się zapakowała do łódki i odpłynęli.
- Atakować ich, natychmiast. - Król wydawał kolejne rozkazy.
- Królu, proch jest mokry i armaty są czymś zatkane. - odparł jeden z żołnierzy. Król popatrzył się złowrogo na odpływającą łódkę.
Eliza nerwowo weszła na pokład Aurory. Jeszcze nie dotarło do niej, co się stało. Zdziwiła się obecnością wszystkich osób na statku.
- Wy żyjecie? - spytała się delikatnie Eliza.
- A czemu nie? Nie trafili w nas. - odparł Rafał.
- Gdzie jest diament?
- Mam go cały czas. - Filip zaprezentował na dłoni brylant - Tylko nie wiem, co teraz? Nie zdobyliśmy pieniędzy.
- Spokojnie, znajdziemy jakiś skarb. - uspokoił go Rafał.
- Chyba masz rację. Nie mam ochoty znowu się w bawić. - Filip zwrócił się do reszty - Wracamy do domu.
- Puśćcie mnie, wy patałachy. - powiedziała ciągle się szarpiąc.
- Elka, to my. - Janek popatrzył się badawczo na dziewczynę.
- Janek? - Chłopak ją uciszył - Co wy tu robicie?
- Ratujemy cię.
- W ten sposób?
- To nie nasz plan, więc nie miej pretensji. Słuchajcie, teraz idziemy tak, żeby się nikt nie zorientował.
Chłopcy prowadzili dziewczynę na główny plac. Janek i Piotrek sprawdzali się w roli wartowników doskonale. Jeszcze nic nie nawalili. Na trybunach pojawiło się mnóstwo ludzi. Widać, tutaj jedyną rozrywką było oglądanie wykonywanych kar śmierci. W centralnym miejscu placu znajdował się stos drewna i pal do którego przywiązywano ofiarę. Widząc to, Eliza jeszcze bardziej się przeraziła.
- O nie. - odparł Janek.
- Co jest? - spytała się Eliza. Była blada jak śnieg.
- Gdzie oni są?
- To niemożliwe, żeby ktoś inny niż my nawalił. - Piotrek się zdziwił.
- O czym wy mówicie?
- Tu jest nasz więzień. Chodź bliżej. - Do grupy podszedł żołnierz i siłą odciągnął dziewczynę.
Eliza zaczęła krzyczeć jeszcze bardziej. Natomiast Janek z Piotrkiem stali zmartwieni. Jak mogli poplątać plan? Tymczasem Eliza została zaprowadzona w miejsce koło stosu. Było już jej wszystko jedno. Nagle przed oczami wszystkich przemknęła postać. Trzymała się liny i szybkim ruchem porwała Elizę. Dziewczyna wytrzeszczyła oczy. Początkowo nie poznała osoby, lecz sekundę później ...
- Filip, to ty?
- Jak widać. - Para zatrzymała się na dachu najbliższej wieży.
- Dziękuje za uprzejme zaopiekowanie się moją narzeczoną, ale niestety musimy was już opuścić. - Filip zwrócił się do Elizy - Trzymaj się. - Chłopak mocno się odepchnął i sekundę później znajdowali się w powietrzu.
- Łapać ich. - krzyczał Król - Nie mogą uciec.
Filip z Elizą wylądowali na trawie obok szalupy. Czekali tam już Janek i Piotrek. Grupa szybko się zapakowała do łódki i odpłynęli.
- Atakować ich, natychmiast. - Król wydawał kolejne rozkazy.
- Królu, proch jest mokry i armaty są czymś zatkane. - odparł jeden z żołnierzy. Król popatrzył się złowrogo na odpływającą łódkę.
Eliza nerwowo weszła na pokład Aurory. Jeszcze nie dotarło do niej, co się stało. Zdziwiła się obecnością wszystkich osób na statku.
- Wy żyjecie? - spytała się delikatnie Eliza.
- A czemu nie? Nie trafili w nas. - odparł Rafał.
- Gdzie jest diament?
- Mam go cały czas. - Filip zaprezentował na dłoni brylant - Tylko nie wiem, co teraz? Nie zdobyliśmy pieniędzy.
- Spokojnie, znajdziemy jakiś skarb. - uspokoił go Rafał.
- Chyba masz rację. Nie mam ochoty znowu się w bawić. - Filip zwrócił się do reszty - Wracamy do domu.
Komentarze
Prześlij komentarz