Rozdział VI - S9

Chwilę później Janek i Piotrek siedzieli w szalupie i płynęli w stronę wyspy. Było bardzo późno, więc chłopcy płynęli oświetlani tylko przez słabą poświatę księżyca. Jankowi przypadła czynność wiosłowania, co nie przypadło mu do gustu. 

- Nie mogłeś czegoś powiedzieć? Że wysprzątamy cały pokład albo coś innego? A tak płyniemy nawet na pewną śmierć. Właściwie dlaczego to ja wiosłuję, a nie ty? - Janek zaczął jak zwykle narzekać.

- Przestań marudzić. Nie jest tak źle. - odparł Piotrek i oparł się wygodnie o tył szalupy- Słuchaj, skoro jesteśmy sami, to sobie możemy pogadać. Jak myślisz, jakaś dziewczyna będzie mnie chciała?

- Chyba tylko jakaś wariatka. Masz kogoś na myśli?

- Tak, Kamilę.

- Tą z naszej załogi? Dlaczego akurat ona?

- Pamiętam jak miesiąc temu podczas ślubu naszych kapitanów się na mnie popatrzyła.

- I co, myślisz, że ... - Janek aż na chwilę przestał wiosłować, po chwili wrócił do czynności - Coś ty. Ona uważa ciebie za idiotę.

 - Ciebie też - odparł niewzruszony Piotrek.

- W ogóle to Kamila wyprowadziła się z wyspy cztery lata temu

- Ale ma wrócić. Słyszałem, jak mówiła, że powróci na wyspę w maju.

- Człowieku, teraz jest sierpień.

- To co? Zaczekam. Ty jesteś na pewno zazdrosny, bo żadna na ciebie nie zwróciła uwagi

- Jak to przeżyję, to wrzucę ciebie do wody. Obiecuję. A teraz się przymknij, bo zbliżamy się do wyspy.

Chłopcy zacumowali szalupę w miejscu niewidocznym dla żołnierzy. Zresztą o tej porze to strażnicy albo spali albo rozmawiali ze sobą. Janek szedł  w stronę muru, gdy nagle zatrzymał go Piotrek.

- Właściwie to czego szukamy?

- Mamy się dowiedzieć, co zamierzają zrobić z Elizą. Chodź.

Chłopcy po chwili zobaczyli dwóch znudzonych żołnierzy. Jeden z nich leżał na podłodze z kamienia. Nocna zmiana nie należała tutaj do ulubionych zajęć. Janek z Piotrkiem delikatnie wychylili się zza muru, by widzieć strażników.

- Masz cygaro? - jeden z mężczyzn zwrócił się do drugiego. Ten podał mu cygaro.- A ogień?

- Zaczekaj do jutra. Będziesz miał tyle ognia, że ho ho. - Drugi z żołnierzy machnął ręką.

- He he. Słuchaj, właśnie szefa za to lubię. Że mówi więziom, kiedy będzie egzekucja.

- Dlaczego niby?

- Bo wiesz co jest najgorsze dla więźnia? Czekanie, aż przyjdą strażnicy z karą śmierci. Wiesz o co chodzi. Ale u nas jest inaczej. Tak jak dzisiaj - Mężczyzna usiadł i zaczął naśladować Króla - Zostaniesz spalona na stosie, gdy słońce znajdzie się w równej linii z ratuszem. Dyplomatycznie, co nie?

- Przyznam ciekawie. Na razie daj sobie spokój, bo ktoś doniesie i wiesz. 

Janek z Piotrkiem postanowili wrócić na Aurorę. Dowiedzieli się wystarczająco. Zdołali jeszcze usłyszeć końcówkę rozmowy:

- To dasz ten ogień? - Pierszy strażnik nie dawał za wygraną.

- Mówię, że nie mam.

Tymczasem zatroskana Ewelina zaglądnęła do kajuty Filipa i zobaczyła standarowy widok - na podłodze leżały trzy butelki rumu, z czego dwie były puste, a chłopak siedział na przyczy i trzymał głowę w dłoniach.

- Ja ciebię proszę, - Ewelina położyła dłonie na biodrach - ogarnij się w końcu.

- Nie rozumiesz tego. -  mruknął Filip

- Rozumiem ... 

- Nie rozumiałaś i nie zrozumiesz tego.  - Chłopak przerwał siostrze - Eliza tam została. Przeze mnie. Mogłem jej pomóc, a uciekłem.

- Filip, mógłbyś w końcu przyjąć jedną wersję i się jej trzymać? Bo my nie wiemy czy chcesz ją ratować, czy...

- Odczep się. - Filip warknął 

- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. - Ewelina usiała obok brata i pogłaskała go po łopatkach.

- Nic nie będzie dobrze. - Filip popatrzył się na siostrę ze smutkiem - Oni ją zabją.

- Zostaw tę butelkę. Zaczynasz majaczyć. - Ewelka chwyciła brata za rękaw - Wstawaj, do cholery. - Widząc, że nic tu pomoże postanowiła wykorzystać swój pomysł, który kiedyś zawsze się sprawdzał - Kapitanie Tryton. - Ewelka krzyknęła nabierając komandorskiej barwy głosu.

Filip momentalnie wstał i się wyprostował.

- Macie zostawić tę butelkę i doprowadzić się do porządku. 

-Tak jest - Filip zasalutował, ale sekundę później się zmieszał - Grr, znowu to zrobiłaś.

- Widzisz, nie jesteś na mnie odporny.  - Ewelka uśmiechnęła się chytrze i podeszła w stronę drzwi - No, skoro już wstałeś to chodź do reszty. Opracowywujemy plan odbicia Elizy. I zostaw ten rum.

Chłopak przez chwilę stał oszołomiony, następnie przeklnął pod nosem, wcisnął kapitański kapelusz na głowę i wyszedł z kajuty.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koniec

Rozdzial I

Rozdział XVIII - S7 (ostatni)