Rozdział VI - S8
Tydzień później
Rupert wrócił z Filipem, który był przeszczęśliwy, że jego kara się skończyła. Jednocześnie czuł wstyd za całą sytuację.
- I żeby było wiadomo - Rupert zaczął mówić do wnuka - masz się tak więcej nie zachowywać.
- Oczywiście. To się więcej nie powtórzy. - oznajmił Filip.
Rupert poszedł do domu, a Filip szukał Elizy. Stała niedaleko portu. Chłopak do niej podszedł, objął w pasie i czule pocałował.
- Dobrze, że wróciłeś. Było tu nudno bez ciebie. - powiedziała Eliza.
- A jak sprawował się nowy kapitan? Ile razy się pokłóciłyście? 10 razy? - Filip się uśmiechnął.
- Tylko 2 razy. Wiesz, można ją polubić.
- Nie ma mnie tylko tydzień, a już zaczynacie majaczyć. - Chłopak bardzo się zdziwił.
Tymczasem na Perle Janek i Piotrek zajmowali się swoją starą zabawką - armatą. Drugi z chłopców wrzucił do środka proch i przymierzał się do strzału w morze. Stojący za nim Janek tylko na to czekał - szturchnął kompana w ramię. Piotr wystraszył się i skierował lufę armaty w lewo. Parę sekund później nastąpił głośny strzał, aż chłopcy upadli. Gdy sytuacja wróciła do normalności zobaczyli z przerażeniem gdzie padł strzał. Ich oczom ukazał się przedziurawiony żagiel Aurory i niezadowolona mina kapitana statku.
- No, nie. Dlaczego? Pytam się dlaczego? Nie możecie mieć innego kozła ofiarnego? - wrzeszczał Filip.
- To przez niego - Piotrek wskazał na swojego towarzysza - On mnie popchnął.
- Macie to zaszyć.
- Przykro mi braciszku, ale chłopcy płyną na kontrolę oceanu w naszej okolicy. - Nagle z kajuty kapitańskiej wyszła Ewelina - Niestety musicie sami zająć się żaglem.
- To są kpiny. Ty na to pozawalasz?
- Właściwie to nie, ale muszą być przygotowani w razie zagrożenia. Przy okazji miło cię widzieć, braciszku. - Ewelka chwyciła za ster i odpłynęła w siną dal.
- Miłe powitanie. - Filip położył ręce na biodrach - Naprawdę miłe.
---------------------
Przepraszam, że dawno nie było wpisu, ale miałam tyle do roboty, że ledwo się wyrabiałam.
Komentarze
Prześlij komentarz