Rozdział I - S8
Pogoda na Cárcel de la Isla była ładna w przeciwieństwie do sytuacji. Tytus postanowił się zemścić i podał Filipa pod sąd za pobicie.
Właśnie kończyła się rozprawa. Sędzia Veredicto uznał, że tydzień pobytu na wyspie niezaszkodzi chłopakowi.
Rupert dyskutował z załogantami z Aurory o tym co się stało. Nadal nie mógł uwierzyć w to co się stało.
- Zaraz, właściwie to gdzie jest Ewelina? - Nagle mężczyzna się ożywił. - Jak nie jest potrzebna to zawsze się znajdzie.
- Spokojnie, proszę pana. Ją nigdy rodzina nie interesowała. - powiedziała Eliza.
W ten pojawiła się osoba winna zamieszania - Ewelka.
- Gdzieś ty była? Nie wiesz, że twój brat jest sądzony jak bandyta? Czemu dopiero teraz się pojawiłaś? - Rupert zaczął krzyczeć na wnuczkę.
- Miałam problem z takielunkiem. - odparła dziewczyna. - Przecież sam powtarzałeś, że z wadą statku nie można wypływać.
- Ale ta sytuacja to wyjątek. Masz się więcej razy nie spóźniać.
- Oczywiście. - odparła Ewelka i zwróciła się do Elizy - Co się tak gapisz?
- Tak się zastanawiam. Jak bardzo można się nie interesować swoją rodziną.
- Odwal się. Zajmij się raczej swoimi załogantami, bo ich kapitana nie będzie przez ...
- ... tydzień. - Eliza przewróciła oczami.
Tymczasem z pokładu Eldorado całą sytuację obserwował Tytus. Był szczęśliwy, że udało mu się wsadzić Filipa do więzienia, lecz to był jedyny powód. Espadon musiał odpocząć od morskiego życia, Tytusa i, przede wszystkim, zająć się swoją zdobyczą - skarbem.
- Jestem genialny, w życiu nie wymyśliłem nic lepszego, co nie?
- Oczywiście, trzeba było zrobić od razu. - odparł jego podwładny.
- Czekałem na stosowną sytuację. Teraz trzeba ich obserwować. Może wymyślą coś ciekawego.
Komentarze
Prześlij komentarz