Rozdział XVII - S7
Wpis napisany przez eris6
W tunelu, którym szedł Espadon ze swoją grupą było wręcz nieludzko gorąco. Chyba byli blisko wulkanu. Po chwili weszli do ogromnej groty pełnej roztopionej skały i czarnych kamieni.

- Do diabła – syknął jeden z marynarzy.
- Idziemy – rozkazał kapitan. Po drugiej stronie groty znajdowały się bogato zdobione drzwi, które prowadziły do kolejnej części zespołu jaskiń. Jedyne co musieli zrobić to przeprawić się przez rzekę lawy.
Nagle rozległ się straszliwy, mrożący krew w żyłach ryk. Wszystkim mężczyznom włosy stanęły dęba.
- Co do jasnej?! – zawył Espadon.
Wyskoczyło na nich coś co wyglądało jak wielka jaszczurka poruszająca się na dwóch łapach. Miało czarną, spękaną skórę i pomarańczowo-czerwone oczy. Z spękań w pancerzu sączyło się pomarańczowe światło i krople lawy. Gdy potwór otworzył pysk okazało się, że jego kły to rozgrzane do czerwoności szkliwo wulkaniczne.
Piraci kompletnie stracili głowę i rzucili się do ucieczki, co nie miało większego sensu, ponieważ potwór, choć wielki, był szybki i dopadał każdego z marynarzy. Espadon, nie zważając na krzyki swoich ludzi, rzucił się do ucieczki stronę drzwi. Potwór po rozszarpaniu na strzępy ostatniego z jego ludzi utkwił w nim spojrzenie swoich płonących oczy i zaszarżował na mężczyznę.
- Cholera – syknął Espadon, gdy był już przy wrotach i w ostatniej chwili padł plackiem na ziemię. Stworzenie, uderzywszy o kamienne wrota całą swoją masą, roztrzaskało je na dwoje.
Espadon uśmiechnął się pod nosem i szybko uciekł w głąb korytarza, modląc się aby stwór się nie ocknął i za nim nie pobiegł.
Jego radość trwała krótko, bo stanął w progu kolejnej groty. A raczej ogromnego komina w sercu góry, w którym hulał wiatr. Wyjście znajdowało się po drugiej strony przepaści jakieś sto metrów wyżej niż skalna półka, na której stał Espadon. Żeby się tam dostać, trzeba było wspiąć się po prymitywnych schodach wykonanych z sznurów, lian i kawałków drewna.
- To chyba jakaś kpina – wściekł się Espadon mrużąc oczy. Jak wyjdzie z tego cały i bogaty… to kogoś zarąbie.
Tytus i Diana skradali się między skałami okryci burymi płaszczami, starając się nie rzucać w oczy. Nagle usłyszeli jakieś krzyki i wrzawę.
- To chyba nasi – stwierdził Tytus nadstawiając uszu.
- Nasi? – powtórzyła Diana marszcząc czoło – Chyba moi! Czy Filip zgodzi się na to abyś stał się częścią załogi to inna sprawa.
- Hej, Tytus! – rozległ się nagle krzyk Zoriona – Mamy tu mały problem i potrzebne nam wsparcie!
- Co? O co chodzi? – zapytała skostniała ze zgrozy dziewczyna.
- Jakby ci to powiedzieć… - chłopak wyjrzał z ich kryjówki za skałami – Chyba ktoś kantował w pokera i usiłują dojść z tym do ładu i składu.
- W pokera?!
- Rozproszyć się! – rozkazał Filip – Za wszystkimi nie pobiegnie!
Ewelina, Eliza i Rafał usłuchali rozkazu i rozbiegli się po całej grocie. Lodowy potwór zmrużył złowrogo oczy i pomknął za najłatwiejszą ofiarą.
Eliza, klnąc pod nosem, lawirowała między lodowymi kolumnami, starając się uniknąć kałuż na ziemi. Chlupot wody mógłby zdradzić jej położenie.
Nagle za jej plecami rozległ się syk. Eliza zbladła i zacisnęła palce na rękojeści szabli. Niestety było za późno; lodowy oddech potwora otoczył ją i przeniknął aż do kości.
- Nie! – zawył Filip patrząc ze zgrozą na lodową figurę, która jeszcze minutę temu była jego narzeczoną. Niewiele myśląc rzucił się na bestię z obnażonym mieczem.
- Szwagier, czyś ty rozum postradał?! – wrzasnął przerażony Rafał, ale Filip całkiem go zignorował. Dopadł lodowego jaszczura i zaczął go kłuć szablą. Potwór próbował go zaatakować, ale niewiele mógł zrobić. Po chwili leżał martwy na ziemi, a obryzgany swoją i gadzią krwią Filip podbiegł do zamrożonej Elizy.
- O Boże, o Boże… - szeptał gorączkowo dotykając twarzy nieszczęsnej dziewczyny – To moja wina, to moja wina, powinienem był cię posłuchać!
- Czy ona…? – Ewelina przełknęła ślinę.
- Nie wiem… - Filip zawahał się – Czuję coś jakby bicie serca, ale… no nie wiem!
- Może jak rozbijemy…? – zasugerował Rafał już przymierzając się do tłuczenia.
- Nie! – nieszczęsny zakochany zatrzymał jego rękę – Nie wiemy co się stanie, nie możemy ryzykować.
- Skoro tak się sprawy mają… - westchnęła Ewelka opierając ręce na biodrach – Lepiej chodźmy dalej.
- Nie, nie! Nie mogę jej tak…! – Filip poczuł uderzenie w policzek. Spojrzał zaskoczony na swoją siostrę.
- Filip, posłuchaj. – warknęła Ewelina łapiąc brata za ramiona – Jeśli się z stąd nie ruszymy, możemy zginąć. A ty sam powiedziałeś, że Elka żyje. Na razie nie możemy jej uwolnić, ale nic jej się nie stanie. Capniemy tego gada Espadona, a potem ją zabierzemy i poszukamy sposobu jak jej pomóc. Może być?
- Ja… - chłopak zagryzł wargi – Zgoda.
Ewelina uśmiechnęła się i wraz z Rafałem pomogła bratu dojść do oblodzonych, kamiennych drzwi. Ich powierzchnia była pokryta jakimiś płaskorzeźbami, które, splatając się, tworzyły wielki płatek śniegu.
- Pomysł jak to otworzymy? – spytał Filip dotykając powierzchni drzwi. Wtedy coś zatrzeszczało i wrota ruszyły. Chwilkę to trwało z powodu lodu, ale po chwili mieli wolne przejście.
- Jak ty to zrobiłeś? – Ewelka otworzyła usta ze zdumienia. Filip spojrzał na dłoń, którą dotknął wrót. Była oblepiona srebrzystą krwią jaszczura.
- Jego krew… Krew to klucz? – zamrugał zaskoczony.
- Na to wygląda – mruknął Rafał – Chodźcie.
Gdy dotarli do kolejnej groty, ich oczom ukazały się kryształy. Całe mnóstwo kryształów wyrastających ze ścian i emitujących własne światło. Nierzadko były oplecione pędami roślin rosnących między nimi.
- O ile się założycie, że zaraz coś się spieprzy? – spytał ostrożnie Rafał.

Komentarze
Prześlij komentarz