Rozdział XVI - S7

Wpis napisany przez eris6:

Dwaj mężczyźni w kapturach zaprowadzili dwie załogi do jaskini z rozwidlonym tunelem. W obu korytarzach panował kompletny mrok.

- O co tu chodzi? – Espadon zmrużył groźnie oczy. Te wszystkie sztuczki i zagadki zaczynały już go męczyć.

- Każdy z was musi tam wejść – wyjaśnił jeden z nieznajomych – Każda drużyna do innego korytarza i będzie musiała  zmierzyć z dwoma wyzwaniami. Ci, którzy dotrą do jaskini ze skarbem jako pierwsi, wygrają.

- Po drodze napotkacie dwie groty – dodał drugi nieznajomy – Musicie przez nie przejść. Nie ma drogi na skróty.

- Czemu mam złe przeczucia? – westchnął Filip zaciskając palce na rękojeści szabli – No dobra. Ewelina, Eliza, Rafał, wy idziecie ze mną. Reszta zostaje.

Rozległo się kilka niezadowolonych pomruków wśród nastolatków, ale musieli uszanować decyzję swojego kapitana.

Espadon także wybrał trzech z towarzyszącej mu grupy. Filip i jego towarzysze weszli do prawego korytarza, a Espadon i jego opryszki udali się lewym. Pozostali spojrzeli po sobie. Nie mieli ochoty na walkę, a podejrzewali, że ich kapitanom trochę zejdzie.

- Mam karty – rzekł nagle członek załogi  Espadona. Dobra, czemu nie?

 

Filip, Ewelina, Eliza i Rafał powoli zagłębiali się w tunel. Robiło się coraz zimniej, a pochodnia dogasała. Istniało ryzyko, że niedługo będą musieli brnąć w kompletnych ciemnościach.

Nagle zimny podmuch zgasił pochodnię i prawie przewrócił grupę na ziemię. Wszyscy usłyszeli złowrogi syk.

- Filip, zawracajmy! – zażądała Eliza drżąc ze strachu – Żaden skarb nie jest tego wart!

- Jak chcesz to zawróć, droga wolna, tchórzu – roześmiała się kpiąco Ewelina – Idziemy, braciszku.

Ruszyli dalej wodząc palcami po ścianach. Eliza zgrzytnęła ponuro zębami i ruszyła za odgłosem ich kroków. Nagle weszli do groty. Lodowej groty. To z stąd nadszedł ten zimny podmuch.

ARKicecave1

- Niemożliwe – szepnął Rafał drapiąc się po karku. To było jak widok ze snu.

- Skąd to się tu wzięło? – Eliza uniosła brew. – Przecież to Karaiby, na miłość boską!

- Nie wiem skąd to się wzięło – skrzywił się Filip obejmując rękami. – Ale lepiej chodźmy, dobrze? Zamarzam tutaj.

Nagle rozległ się łoskot i ziemią zatrzęsło. Młodzi piraci rozejrzeli się niespokojnie. Wtedy zza zakrętu wyłonił się potężny jaszczur. Był biało-niebieski i miał niebieskie oczy bez widocznego białka i źrenicy. Gigantyczny, cholerny smok!

- O cholera – syknął Rafał.

- Jasna – dodał zdumiony Filip.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koniec

Rozdzial I

Rozdział XVIII - S7 (ostatni)