Rozdział XV - S7
Aurora dopłynęła do miejsca docelowego. Była to średniej wielkości wyspa. Załoga zeszła na ląd i kierowała się w stronę groty. Za Filipem i ekipą Perły spokojnie szli Eliza, Blanka i Szymon cały czas dyskutując.
Chwilę później wszyscy weszli do groty. Z daleka zauważyli jej główną część - duże pomieszczenie. Zaczęli się rozglądać z ciekawością - nadal nie wiedzieli, gdzie jest skarb.
Tymczasem Eldorado dopłynęło na wyspę od innej strony. Espadon poszedł sam do groty.
W tym samym czasie załogi Perły i Aurory zaczęły się niecierpliwić. Nagle Filip dostrzegł sylwetkę mężczyzny. Znajomą sylwetkę.
- Widzę, że szczęśliwie dopłynąłeś do celu, Espadon? - spytał się granatowłosy powoli wyciągając miecz.
- Przybyłem po skarb. Nie zamierzam wrócić z pustymi rękoma.
- My też, ale się z tobą nie podzielimy.
Rozpętała się bójka. Tymczasem na Eldorado Tytus otworzył drzwi swojej celi małą śrubką, znalezioną na podłodze. Chłopak wyszedł z celi zaczął kombinować przy zamku od izby Diany.
- Co ty robisz? - spytała dziewczyna patrząc podejrzliwie na rudego.
- Nie chcesz się wydostać? - Tytus wyglądał na zdziwionego.
- Nie z tobą.
- Wrócisz do załogi.
- W porządku. Idę. - powiedziała Diana po chwili ciszy.
Szybko czmychnęli na schody prowadzące na główny pokład statku i zaczęli kierować się do groty. Po drodze ogłuszyli kilku wspólników Espadona.
Tymczasem bójka osiągnęła punkt kulminacyjny. Espadon właśnie zamachnął się na Filipa, gdy z oddali wyszedł tajemniczy mężczyzna. Po chwili pojawił się jego towarzysz. Wszyscy rozpoznali sprawców tego spotkania.
- Kim wy jesteście i czemu nas tutaj sprowadziliście? - powiedział Filip lekko zdezorientowany.
- Chciałem sprawdzić, czy na prawdę jesteście do tego zdolni by ze sobą rywalizować. - odparł mężczyzna.
- Dawaj to, po co płynąłem taki kawał drogi. - krzyknął Espadon.
- Najpierw musicie coś zrobić.
-----------------------------
Wybaczcie tą słabą jakość.
Komentarze
Prześlij komentarz