Rozdział IX - S7
Na Eldorado panował lekki chaos. Espadon ciągle tłumaczył Tytusowi, że znajomości z istotami morskimi są absurdalne. Przez to wszystko, kapitan statku nie zwracał uwagi na trasę, tylko patrzył cały czas na chłopaka, który uważał, że nic złego nie zrobił. Wywiązała się z tego kłótnia z której wyrwał ich podwładny Espadona i pokazał zatokę zaminowaną ostrymi deskami, która zbliżała się nieuchronnie. Kapitan szybko złapał ster i zaczął panować nad sytuacją.
- Widzisz, co narobiłeś? Jesteś podwójnym idiotą. - powiedział.
- A kto zaczął kazanie na durnowaty temat? - odgryzł się Tytus.
Nagle Eldorado lekko się przechyliło. To mogło być tylko jedno.
- Chyba na coś najechaliśmy - powiedział kapitan. Bał się, że uszkodzenie statku osłabi go w wyścigu.
- To nic takiego - odpowiedział Tytus wychyliwszy się za burtę. - To tylko lekkie zadrapanie.
- Jak już tam jesteś to zostań i obserwuj, bo jak się na coś nabijemy to wysiadasz na najbliższym przystanku.
Espadon trzymał się steru i starał się ominąć wszelkie przeszkody na drodze. Jednak ...
- Cholera! - krzyknął kapitan gdy Eldorado wpłynęło wprost na wielki kamień i trochę wynurzyło się z wody. - Tytus! Masz szansę się zrehabilitować. Masz to usunąć. - Espadon wskazał palcem przeszkodę.
- Ale jak? Sam nie dam rady.
- Weź kogoś z załogi i idźcie to doprowadzić do porządku.
Po ponad dwóch godzinach pchania okrętu w stronę wody i sterowania nim udało się w końcu wrócić na trasę wyścigu. W Espadonie od razu zaświtała kolejna myśl o wygranej. Szybko chwycił ster i popłynął dalej.
Komentarze
Prześlij komentarz