Rozdział VI - S7
Tymczasem Eldorado też zbliżało się do terytorium syren. Nawet nie zorientowali się, kiedy tam wpłynęli. Nagle usłyszeli śpiew. Syreni śpiew. Tytus podszedł do prawej burty skąd było słychać pieśń i zauważył podpływającą do statku syrenę. 
- Witaj marynarzu. Jak się nazywasz? - spytała istota.
- Jestem Tytus, a ty, droga syreno?
- Nazywają mnie Vanessa. Dokąd płyniesz?
- Daleko, po za te wody. Takie życie pirata - pływa się tu i tam. Zapewne spotkałaś tutaj dużo statków z piratami, prawda?
-Tak, jednak zaczęli omijać te wody, nie wiem dlaczego.
Vanessa uśmiechnęła się słodko do Tytusa. Chłopak odwzajemnił uśmiech. Nagle rudowłosy poczuł dłoń na ramieniu i silny ból.
- Co ty robisz, idioto? - Espadon odciągnął Tytusa od burty - Chcesz sprowadzić na nas nieszczęście?
- Ale o co ci chodzi? - Chłopak się zdziwił. Z zauroczenia musiał zapomnieć o wszystkich przestrogach.
- O co? Rozmawiasz z syreną. Tego się nie robi. One pożerają ludzi. Ale nie, Tytus Ricket zawsze znajdzie czas na podrywanie kobiet, nawet tych morskich.
- Weź przestań. To, że jest syreną nie oznacza, ze jest groźna. - Zwrócił się do Vanessy - A ty jak uważasz?
Syrena nic nie powiedziała. Podniosła ręce i energicznie je opuściła. Na ocenie powstała duża fala, która doszczętnie zmyła pokład Eldorado. W międzyczasie Vanessa zniknęła pod wodą.
- Niegroźne? Naprawdę? - Espadon popatrzył ze złością na podwładnego. - Jeśli to przeżyję to po powrocie możesz szukać innej załogi. Tymczasem masz to posprzątać. - Espadon poszedł do swojej kajuty. Był wściekły. Nie tak wyobrażał sobie podróż.
Komentarze
Prześlij komentarz