Rozdział IV - S6
Filip obudził się w swoim pokoju. Bolała go głowa. Gdy otworzył oczy, zobaczył nad sobą Ewelkę, która próbowała go obudzić. Gdy zauważyła, że jej brat powoli wraca do życia, mocno odetchneła.
- Uff, już myślałam, że ciebie zabili.
- Co się stało? - chłopak usiadł na łóżku.
- Dziadek poszedł do kuchni, by sprawdzić czy zajmujesz się tym co trzeba, Zobaczył, że ciebie niema, więc wysłał ludzi na poszukiwania po całej wyspie. Gdy ciebie znaleźli byłeś nie przytomny, wszyscy myśleli, że nie żyjesz.
Filip tępo patrzył na ścianę przed sobą. Nagle jego źrenice się rozszerzyły.
- Eris ... to była Eris.
- Co? Musiałeś się solidnie uderzyć.
- Nie rozumiesz, ona mnie zaatakowała. Ma zamiar zepsuć wam ślub.
- Kłamiesz. Dlaczego miałaby nas atakować skoro ostatnio jej się nie udało?
- Ale ona jest gdzieś tutaj.
- Musisz odpocząć, leśne powietrze ci szkodzi. - Dziewczyna wyszła z pokoju brata.
- Ewelina! - krzyknął Filip, jednak odpowiedziało mu tylko mocne trzaśnięcie drzwiami domu.
Godzinę później Eliza przeszukiwała całą wyspę w poszukiwaniu Filipa. Zauważyła go w tawernie.
- Co jest? Szukam cię od dawna a ty sobie tutaj siedzisz jak gdyby nigdy nic.
- Nie krzycz na mnie. Zastanawiam się.
- Nad czym?
- Eris jest na wyspie i chce przeszkodzić w weselu. Mówiłem o tym Ewelce, ale ona mnie nie rozumie. Co mam zrobić?
- Przyłóż jej do gardła sztylet, wtedy na pewno tobie uwierzy. - powiedziała Eliza z lekkim uśmiechem. Filip popatrzył na nią z politowaniem - No, dobra, żartowałam. Po prostu sobie odpuść, a jeśli na prawdę zaatakuje to powiesz "I kto miał racje?". Nie przejmuj się dzisiejszym dniem. Jutro będzie gorzej.
Komentarze
Prześlij komentarz