Rozdział III - S6
Wpis napisany przez eris6.
[more]
Sala, w której miała odbyć się uczta weselna, była obszerna i miała dużo okien. Ludzie uwijali się jak mrówki przy dekoracjach, a Ewelina urządzała właśnie piekło kwiaciarzowi, który przywiózł kosze z kwiatami.
- Kolor? To ma być kolor?! - wrzasnęła panna młoda celując palcem w piękne, białe lilie ze złotymi plamkami na płatkach - Do kitu, to jest jakieś qui pro quo!
A z boku, Filip kulał się ze śmiechu. Nie no, jego siostra była genialna! Biedny Rafał, hehehe...
- A ty co tu robisz? - zgromił go kapitan Tryton. Filip aż podskoczył - Chyba kazałem ci pomagać w kuchni!
- Tak jest - chłopak szybko zszedł dziadkowi z oczu. Kuchnia, tia, właśnie o tym marzył. Prędzej włoży kieckę druhny.
Wymknął się do lasu z kilkoma mieczami, by poćwiczyć. Przezorny zawsze ubezpieczony. Ani Eris, ani żaden zbir go nie zaskoczy.
- Cześć, kolego - zachichotał dziewczęcy głos spomiędzy koron drzew. Filip aż podskoczył.
- Znowu ty!
To była Eris. Wysoka, chuda, blada z ciemnymi włosami. Były teraz krótsze. Wcześniej sięgały do pasa. Teraz, tylko do łopatek. Jej strój był całkiem czarny z dodatkiem srebra. Dziewczyna zeskoczyła z drzewa i uśmiechnęła się bezczelnie. Filip posłał jej gniewne spojrzenie. Diabli ją nadali jak nic.
- Co ty tu robisz? - syknął chłopak sięgając po swoją ulubioną szablę.
- Słyszałam, że będzie niezły ślub - Eri wzruszyła ramionami i także sięgnęła po broń - A ja lubię imprezy. Jestem dość rozrywkowym typem.
- Muszę cię rozczarować; nikt się nie strzela - młody kapitan zaatakował z impetem.
Dziewczyna szybko zablokowała cios. Filip jeszcze raz wprowadził cięcie, ale tym razem jego ostrze rozprysło się na drobne kawałeczki jak szkło. W jego dłoni została sama rękojeść. Zdumiony chłopak wytrzeszczył oczy na przeciwniczkę. Jej szabla i ramię były pokryte szronem. No tak, jej słynna moc lodu.
- Walcz uczciwie, psiakrew! - krzyknął gniewnie chłopak. Odpowiedział mu cichy śmiech.
- Nie ma czegoś takiego jak uczciwa walka - Eris zmaterializowała się tuż przed twarzą Filipa - Powinieneś to wiedzieć.
Nim Filip zdążył sięgnąć po inny miecz, zakleszczyła chude palce na jego nadgarstkach. Kapitan Aurory krzyknął z bólu. Boże, to zimno!
- Boli - wychrypiał słabo, czując łzy na policzkach.
- Tak jak miłość, mój drogi - powiedziała cicho Eri przepraszającym tonem i pocałowała mocno w usta. To było jak przyspieszone odmrożenie twarzy. Po chwili świadomość Filipa wciągnął mrok.
Ostatnie co usłyszał to "Widzimy się wieczorem"...
Komentarze
Prześlij komentarz