Rozdział V - S3
Filip z wielkim trudem podchodził do swojej załogi. Bał się ich reakcji na pomysł Espadona. Wyobrażał sobie długie kazanie na temat, żeby nigdy nie słuchać swojego największego wroga. Jednak musi im to powiedzieć. Z daleka zobaczył Elizę, która rozmawiała z resztą. Filip wziął głęboki oddech i śmielej podszedł do nich.
- No, nareszcie. Espadon nam pomoże? - Eliza była zniecierpliwiona. Chłopak ciężko odetchnął.
- Tak, ale przekona kumpla dopiero podczas ataku.
- Czyli...?
- Espadon musi płynąć z nami na wyspę.
Kiedy Filip skończył mówić to zdanie, od razu zauważył, ze załoga nie jest specjalnie zadowolona z tego pomysłu. Chłopak spodziewał się najgorszego. I nie mylił się.
- CO?! Chyba żartujesz? - Eliza, Diana i Blanka odpowiedziały jednocześnie.
- Niestety nie. Wiem, ze idiotyczny pomysł, ale macie inny? - Filip popatrzył na swoją załogę. Zapanowała cisza. Eliza podeszła do kapitana
- Posłuchaj. Co będzie jeśli posłuchasz Espadona i plan się nie uda? Wszyscy będą się z ciebie śmiać, a twój dziadek...
- Dosyć - Filip odepchnął dziewczynę. - Zaufajcie mi, wszystko pójdzie tak, jak ma być. I koniec. Idę po Espadona, a jeśli nic nie pójdzie zgodnie z planem, to możecie poszukać sobie nowego kapitana. - Filip poszedł w stronę wiezienia. Myślał, co mogłoby pójść nie tak.
----------------------------------
Taki sobie rozdział. Długo nie pisałam, bo wiadomo szkoła, nauka i do tego jeszcze mnie trochę wena opuściła :(
Komentarze
Prześlij komentarz