Rozdział IV - S3
Następnego dnia o świcie załoga Aurory była gotowa do rejsu. Po wielu godzinach płynięcia dostrzegli wyspę średniej wielkości na której znajdowało się więzienie dla najgroźniejszych piratów. Twierdza była bardzo dobrze strzeżona, więc Filip i jego załoga mieli mały opór żeby się dostać do środka. Diana zaczęła mówić strażnikowi, dlaczego tu przybyli i po wysłuchaniu wyjaśnień strażnik pozwolił wejść do środka tylko jednej osobie. Filip postanowił ze pójdzie i szybko wszystko załatwi.
Chłopak szedł z strażnikiem do celi w której przebywał Espadon. Filip, czując na sobie spojrzenia przestępców, zaczął się trząść. W tej chwili stwierdził, ze jego pomysł to jeden, wielki błąd. Chciał wrócić na statek i płynąć do domu. Jednak po kilku minutach błądzenia po korytarzach Filip wziął głęboki wdech i podszedł bliżej do celi swojego największego wroga. Chłopak lekko zastukał o pręt celi. Dźwięk metalu wybudził Espadona z głębokiego zamyślenia.
- Witaj Filipie. Co takiego sprowadziło ciebie do tego obskurnego miejsca? - Espadon zaczął bawić się swoim wąsem.
- Powiem od razu. Masz natychmiast powiedzieć swojemu kumplowi, aby nas nie atakował.
- O kim ty mówisz? - Kapitan Eldorado momentalnie się podniósł i podszedł bliżej Filipa.
- O Jamesie Smith. Chyba go znasz? - Chłopak podniósł brew.
- Znam go, ale to już nie jest mój kumpel. James i ja pokłóciliśmy się prawie 10 lat temu.
- To dlaczego nas atakuje?
- Wpadł na ten sam pomysł co ja. Zawsze chciał mi dorównać. Ale wiem co zrobić. Podejmę z nim rozmowę o przerwanie ataku.
- Niby gdzie chcesz to zrobić?
- U was na wyspie, kiedy przybędzie w wasze strony.
- CO?! - Filip się przeraził - Ty miałbyś być u nas jak gdyby nigdy nic?
- Dokładnie. Chcecie pomocy czy nie? Lepiej będzie jeśli weźmiecie mnie ze sobą.
- Zastanowię się. - Filip odszedł od celi w zdecydowanie gorszym humorze niż wcześniej. Wiedział, ze kiedy powie załodze o planie Espadona to czekają go wielkie przekonywania, żeby zrezygnował z pomysłu.
Komentarze
Prześlij komentarz