Rozdział I - S3
Był piękny, słoneczny poranek. Filip jak zawsze, sprawdzał stan statku. Był uradowany, z pozbycia się swojego wroga. Miał nadzieje, ze nigdy nie spotka się z Espadonem.
Filip poszedł do ładowni. Sprawdzał amunicje, w połowie wykorzystaną podczas bitwy. Znowu wpadł w zamyślenie. Schwytanie Espadona, było dla niego dumą. Nagle sobie przypomniał, ze jest jeszcze Tytus. Ale on tez wkrótce trafi tam gdzie jego miejsce. Kapitan Aurory przestał o tym myśleć, ponieważ nagle podeszła do niego Eliza.
- Co robisz? - z zainteresowaniem patrzyła na Filipa.
- Sprawdzam ile zostało broni po bitwie. - chłopak podszedł do małego stosu kul armatnich - Trochę mało. Mam nadzieje, ze nie będzie żadnej bijatyki.
- Tez tak myślę. - Eliza obejrzała się po ładowni.
- Ciekawe czy jakieś statki doznały zniszczeń ?
- Jeśli chcesz wiedzieć to ucierpiała Perła. - Dziewczyna przewróciła oczami.
- Jak zwykle. Tam są prawie same matoły.
- Prawie?
- Dokładnie. Każdy wie, ze najgorsi to Janek i Piotrek. Chociaż dobrze walczyli.
- Tak - Eliza nie wydala się interesować tym tematem.
Filip i Eliza wyszli z ładowni. Chłopak zwrócił uwagę na statek stojący kawałek dalej. Perła Atlantyku była w opłakanym stanie. Prawie wszędzie znajdowały się dziury.
Nagle Filip zauważył idącego w jego stronę Rafała.
- Jak się czuje mój przyszły szwagier? - Rafał był zdecydowanie za wesoły.
- Znakomicie. Wczoraj prawie by mnie zabili. - Filip postanowił kontynuować żart. - Widzę, ze świętowałeś zwycięstwo. I to nawet dobrze.
- Nie przesadzaj, OK? Przyszedłem w ważniejszej sprawie. Usłyszałem fatalne informacje. Kumpel Espadona, James Smith, ma zamiar nas zaatakować.
Filip od razu zbladł. Nie tak wyobrażał sobie początek tego dnia.
-------------------------------
Następne wpisy najprawdopodobniej następne wpisy nie będą pojawiać się tak często, jak ostatnie. Teraz mam bardzo dużo nauki i nie znajdę czasu na pisanie notek.
Komentarze
Prześlij komentarz