Rozdział VII (krótki)
Statek Kapitana Ruperta Trytona wypłynął późnym wieczorem. Miał wrócić za dwa dni. Załogi Aurory i Perły Atlantyku przygotowały wszystko do wypłynięcia. Z niecierpliwością czekali na odnalezienie skarbu.
Następnego dnia przed wschodem słońca, wszyscy weszli na Aurorę i odpłynęli. Ewelina nie była zadowolona, żeby płynęła jej cała załoga.
- Jeśli coś zepsujecie - od razu powiedziała do Janka i Piotra - to was wywalę z załogi. Zrozumiano?
- Taak.- Odpowiedzieli chłopaki. Byli przerażeni. Wiedzieli, ze nie należy zadzierać z kapitanem.
- Uwaga wszyscy - krzyknął Filip - musimy uważać na statek dziadka.
- Załatwione - oznajmiła Blanka, która siedziała na bocianim gnieździe. - Spokojnie go wypatrzę.
- Ale to nie jest najmniejszy problem. Uważajmy na Eldorado. Na pewno czają się wszędzie.
- Jeśli będą mieć jakiś problem, to ich załatwimy - Eliza wyciągnęła szpadę i sprawdziła jej ostrość. Była idealna.
- A wy - Filip wskazał na Janka i Piotrka - macie zakaz podchodzenia do armat. Jedynie w sytuacji zagrożenia, ale się jej nie spodziewam. Szymek! Zajmij się nimi.
- A co zwykle robią? - Zapytał Szymon. Miał zmęczone oczy.
- Nic - Ewelina i Rafał odpowiedzieli jednocześnie - Dajcie jakąkolwiek robotę, i tak się nią zajmą - powiedział chłopak.
- Dobra każdy do swojej pracy. Pamiętajcie jak zobaczycie wrogie statki macie o tym powiedzieć. - Filip skierował Aurorę na południowy - wschód.
Płynęli przez spokojne wody. Czekała ich daleka podróż.
Komentarze
Prześlij komentarz